Jan Fijor
Autor jest właścicielem Wydawnictwa Fijorr Publishing
Skąd się bierze korupcja?
[13.12.2007]
Gdyby Kaczyński naprawdę chciał zlikwidować korupcję, to by się zabrał za reformę
prawa, a nie tworzenie CBA. W systemach przeregulowanych, gdzie każdą najmniejszą
aktywność człowieka reguluje ustawa lub rozporządzenie władzy, korupcja jest
ratunkiem. Uruchamia energię zamrożoną przez nadmiar ustaw. Jej alternatywą
jest paraliż administracyjny.
Ze strzępów wypowiedzi uczestników
zjazdu Prawa i Sprawiedliwości dociera przekonanie, że przegrani,
czyli
PiS tego nie rozumieją. Uważają oni, że powodem klęski
wyborczej był z jednej strony strach Układu przed działaniami
Centralnego Biura Antykorupcyjnego
i bezkompromisowością premiera Jarosława Kaczyńskiego, z drugiej zaś naiwność
narodu, który w działaniach PiS i CBA szansy na likwidację korupcji nie dostrzegł.
Oba człony tej tezy są niestety błędne.
Primo, posądzanie jakiegoś "układu" o to, że jest w stanie poruszyć umysły kilkudziesięciu
milionów Polaków jest absurdalne. Secundo, jestem przekonany, że Polacy dostrzegliby
determinację rządu w walce z korupcją, gdyby rząd ten - zamiast walczyć z koruptantami
- chciał naprawdę chociaż minimalnie zredukować samą korupcję. Istnienie CBA
i wojny z korupcją to gwarancja istnienia korupcji. Trudno sobie wyobrazić, że
te kilkaset osób z takim pietyzmem wybranych spośród tysięcy amatorów śledzenia
zrezygnuje z ciekawej, dobrze płatnej i gwarantującej władzę i wpływy pracy.
Staną na głowie, aby jej nie stracić. Jeśli by w jakiś cudowny sposób Polacy
przestali się nawzajem korumpować, uczynią to agenci CBA. Tymczasem zarówno CBA
jak i retoryka walki z korupcją ignorowały kompletnie jej przyczynę, czyli nadmierny
interwencjonizm; chore prawo regulujące najdrobniejszy aspekt naszego życia,
ograniczające równocześnie wolność gospodarczą. Najlepszy dowód, że pierwszymi
ofiarami CBA byli politycy PiS, a więc funkcjonariusze reżymu, który tę organizację
ustanowił.
Nie byłoby przecieku ze sprawy Leppera i aresztowania
ministra Janusza Kaczmarka, prezesa Jaromira Netzla, czy oskarżeń
pod adresem Ryszarda Krauzego,
gdyby prawu
własności przywrócono jego oryginalne, zapisane w konstytucji brzmienie. W
tym konkretnym przypadku chodzi o to, aby właściciel gruntu
miał prawo rozporządzać
nim wedle własnego uznania i interesu. Jakim prawem minister rolnictwa czy
jakiś inny urzędnik ma decydować o tym, że ja zamiast uprawiać
fasoli chcę na swoim
polu wybudować gościniec? To prawo do "odrolniania" ziemi przydzielone rządowi
rodzi pokusę korupcyjną, której żadne biuro antykorupcyjne, włącznie ze stalinowską
policją tajną i gestapo zwalczyć nie jest w stanie. To znaczy potrafi, ale
pod warunkiem, że zakaże jakiejkolwiek działalności gospodarczej.
Największa afera korupcyjna IV RP spowodowana
była nadużyciem władzy, a konkretnie, bezprawnym, choć legalnym
ograniczeniem
prawa własności. Nota bene, z jednej
strony wypłaca się ogromne subsydia rolnikom, za to, żeby nie uprawiali swojej
ziemi, z drugiej zaś zakazuje używania ziemi na cele nierolnicze. Przecież
to jest celowe utrzymywanie okazji do korupcji.
A czymże się różni od tego
najsłynniejsza afera korupcyjna III RP?
Lew Rywin nie mógłby
korumpować Michnika, ani Michnik Rywina, gdyby częstotliwość
radiowa była prywatna a właściciel czy
użytkownik fal radiowych, który za
nie zapłacił mógł robić z nimi co zechce, w ramach reguł uznanych prze
społeczeństwo i potwierdzonych przez sądy za słuszne. Dlaczego
władze mogły zabronić Adamowi
Michnikowi i jego koncernowi nadawania audycji radiowych czy telewizyjnych?
Przed czym nas chciały chronić? Że za dużo ludzi będzie słuchać Radia
Michnik? Czy
że za dużo ono zrobi? Gdyby panowała wolność nadawania, a nas traktowano
jak
osobników zdolnych do podejmowania racjonalnych decyzji o tym, kogo słychać,
a kogo nie, do żadnej korupcji by nie doszło, bo nie miałaby ona sensu.
Pomijając
niejasności związane z rolą posłanki Sawickiej w aferze korupcyjnej,
gołym okiem widać, że jej korupcja miała analogiczne źródła. To, że
posłanka Sawicka mogła ustawiać przetarg na Helu było możliwe
dzięki temu, że
państwo polskie jest własnością majątku, którego nie kupiło, co więcej,
nie miało
prawa kupić, bo i jak. Podatki, z których państwo się utrzymuje służą
wyłącznie opłacaniu
niezbędnych kosztów wspólnych: dróg, wojska, policji, polityki zagranicznej,
parków narodowych, więzień, ewentualnie zdrowia i edukacji. Państwo
nie ma prawa inwestować w nieruchomości, od tego są obywatele.
Jeśli komuś
nieruchomość
skonfiskowało
ma go obowiązek oddać. Jeśli przejęło za niezapłacone podatki, ma obowiązek
sprzedać i powstały niedobór podatkowy natychmiast wyrównać.
Gdyby działka
na Helu była prywatna, korupcja byłaby niemożliwa! Trudno
sobie wyobrazić, że za dom, który chcemy sprzedać za 500 tysięcy
złotych,
ktoś
nam zaoferuje 200 tysięcy plus 100 tysięcy łapówki i my się na to
zgodzimy.
Natomiast
wójt gminy czy jakiś inny biurokrata chętnie sprzeda majątek gminny,
czyli niczyj wartości 500 tysięcy złotych za połowę tej ceny, jeśli
mu dać 50
tysięcy w formie
wziątka.
Jak taką korupcję zwalczyć? Można zabić wójta,
ale lepiej sprywatyzować majątek gminny! Prywatyzacja nikomu
nie przyniesie
straty, chyba
że uznać za nią
nadmierne wydzielanie się żółci u zawistnych sąsiadów.
Małgorzata
Ostrowska wzięła 155 tysięcy zł łapówki, ponieważ jakiś kretyn
wymyślił kolorowanie paliw. Olej paliwowy pozbawiono części
wartości
ekonomicznej, nadając
ją farbce, którą go zabarwiono. Przy czym kolor nie zmienia właściwości
oleju. Bez względu na to, czy jest on zielony, czerwony czy niebieski
jest takim
samym olejem. Gdybym miał diesla, to pewnie sam byłbym skorumpowany,
bo do dzisiaj
nie wiem, jaki jest legalny kolor oleju opałowego, a jaki nielegalny.
Zamiast walczyć z mafią paliwową, należy zwalczyć mafię od farbek.
To nie Ostrowska
powinna iść do kryminału, tylko minister, który wymyślił to farbowanie.\
Korupcja
ma swoje źródło w chorej strukturze własnościowej i ograniczeniach
wolności obywateli. Ludwig von Mises napisał:
"każdy akt ingerencji
rządu w proces rynkowy
musi być uznany - z punktu widzenia obywateli - albo za konfiskatę,
albo za podarunek." Władza jednym zabiera, drugim daje. Normalny
człowiek nie chce,
żeby mu coś zabierano
siłą. Wszyscy zaś chcą żeby im dawano. Tworzy się więc kocioł;
jedni walczą o to, by zatrzymać to, co władza chce im skonfiskować,
inni,
o
to by władza
skonfiskowała
coś innym i podarowała im. Zamiast w ciszy i skupieniu pracować
nad poprawą własnego bytu, ludzie uganiają się za tym, co ich,
albo co
nie ich. To
jest paranoja.
Gdyby premier Kaczyński i jego rząd naprawdę
chciał zlikwidować korupcję, to by walczył z prawem, które
ją tworzy. Nie robił
tego, bo i jego
rząd chce jednym
zabierać, aby dawać drugim. Dzięki takiej polityce ma gdzie
zatrudnić tysiące wiernych pretorian, a wśród nich gwardię
funkcjonariuszy
CBA.
Jan M Fijor
www.fijor.com
>>> POWRÓT
do zestawienia analiz ekonomicznych Skarbiec.Biz
Po godzinach: MKSVir |
Win
RAR |
Quick
Time |
Emule & eDonkey |
Stare
gry |
Torrenty |
Jak
wypełnić PIT-a? |
Mapa
Polski |
Tapety na pulpit |
Banki |
New Connect |
Skiny do Winampa |
Company formation in Poland |