TFI wykorzystało tym samym zapisy art. 84 ust. 3 i art. 89 ust. 4 pkt. 2 Ustawy o funduszach inwestycyjnych z maja 2004 roku. Zgodnie z nimi, m.in. w przypadku zaistnienia przesłanki, o której mowa powyżej, fundusz może całkowicie zawiesić nabywanie i umarzanie jednostek na okres maksymalnie dwóch tygodni. Ewentualne przedłużenie tego terminu możliwe jest wyłącznie za zgodą i na warunkach określonych przez Komisję Nadzoru Finansowego, ale nie może to wówczas trwać dłużej niż dwa miesiące.
Z technicznego punktu widzenia, prawo dopuszcza przeprowadzenie takich operacji, z myślą o bezpieczeństwie środków zgromadzonych w funduszu przez jego uczestników. Chodzi o zapewnienie prawidłowej dla wszystkich inwestorów wyceny aktywów. Nie ma jednak żadnej wątpliwości, że zablokowanie dostępu do własnych pieniędzy daje poczucie dyskomfortu, a w pierwszej chwili może wręcz wywołać reakcje paniczne.
W przypadku, z którym mamy do czynienia, inwestorzy muszą oczywiście liczyć się z utratą części środków. Ponieważ jednak - jak podaje DWS Polska TFI - problem z wyceną dotyczy tylko jednego z kilkudziesięciu składników portfeli funduszy, to zakładając nawet, że jego wartość spadnie do zera, potencjalne straty mogą sięgnąć najwyżej kilku procent.
Sprawa funduszy DWS wyjaśni się pewnie w najbliższym tygodniu i klienci odzyskają dostęp do zdeponowanych środków. To co wydaje się jednak zdecydowanie ważniejsze, to fakt, że zaistniała sytuacja zdecydowanie pogorszy, i tak nie najlepszy w ostatnim czasie, wizerunek całej branży funduszy inwestycyjnych. Zarząd DWS Polska TFI z pewnością świadom tych konsekwencji, decydując się na taki krok, musiał kierować się naprawdę ważnymi przesłankami.
Zaistniałą sytuację uważam za ekstremalną i nie spodziewam się, żebyśmy w najbliższej przyszłości często mieli z podobnymi do czynienia.
Bernard Waszczyk, analityk Open Finance