Jan Fijor
Autor jest właścicielem Wydawnictwa Fijorr Publishing
Kto powinien ponieść konsekwencje kryzysu
na rynku pożyczek "subprime mortgage"?
[25.11.2007] Sytuacja Cristiny i
Willy'ego B. z Wichita w stanie Kansas jest tylko z pozoru
nietypowa i od większości posiadaczy nieruchomości,
którym w oczy zagląda dziś bankructwo różni się tym, że państwo
B. swój segment kupili jeszcze w roku 2001, w czasach trudnego
kredytu, kiedy oprocentowanie pożyczek hipotecznych było wprawdzie
wysokie (7,75 proc.), ale za to cena domu niższa. Zdecydowali
się, bo uwierzyli zapewnieniom swojego maklera, że "procenty
nie mogą rosnąć w nieskończoność".
No free lunch
I rzeczywiście, kiedy w niespełna trzy lata
później, prezes Fed zaczął obniżać stopy dyskontowe, państwo
B. przefinansowali
swoją pożyczkę hipoteczną, i to dwukrotnie, zyskując
na spłacie miesięcznej najpierw 150 dol., później jeszcze
140 dol. I
byłby to naprawdę dobry krok, gdyby nie fakt, że nowa
pożyczka, zaciągnięta w znanej firmie kredytowej Countrywide
Mortgage
była pożyczką o oprocentowaniu zmiennym. Trudno im się
było oprzeć pokusie, jaką stwarzał kredyt oprocentowany
na 1,25
procenta w skali rocznej. Wprawdzie oprocentowanie to
gwarantowano tylko na 1 rok, panował boom kredytowy, więc kto
by się
takimi drobiazgami przejmował. W ten sposób państwo B.
znaleźli
się w gronie 5 milionów kredytobiorców amerykańskich,
którym wydawało się, że za swój lunch nigdy nie zapłacą.
Jednakże
w rok po przefinansowaniu, Countrywide sprzedał ich "zmienną" pożyczkę
do firmy finansowej CIT Group Inc. Gdyby kredyt był stały ich
rata nie uległaby zmianie. Niestety, klauzula zmienności (1
ARM) umożliwiała podniesienie oprocentowania o 3 procent, a
w drugim roku o kolejne 2 procent. Korzystając z okazji, CIT
Group podwyższył ich ratę miesięczną aż o 260 dolarów. Było
to wciąż mniej niż płacili kilka lat wcześniej, jednakże w
sześć miesięcy później, CIT sprzedał pożyczkę do filli inwestycyjnej
Royal Bank of Scotland, RBS Greenwich Capital. która kupując
portfel pożyczkowy od CIT musiała zapłacić o ponad 3 procent
więcej niż konkurujące z nią o ten sam portfel Deutsche Bank
AG, J.P. Morgan and Chase Co. oraz kilka innych firm zagranicznych
inwestujących w amerykańskie kredyty hipoteczne. Chociażby
z tego powodu Greenwich szukał okazji do jak najszybszego zwrotu
swojej inwestycji. Rata kredytu państwa B. podrożała o kolejne
220 dol. miesięcznie. Inwestorzy są bezlitośni i trudno im
się dziwić. Byli wierzycielami kredytu o zmiennych warunkach
oprocentowania. RBS proponował im "zafiksowanie" oprocentowania
na 15 lat, ale B. propozycję zignorowali. I znowu zrobili błąd.
Szkoci sprzedali bowiem ich pożyczkę do niewielkiego, specjalizującego
się w kredytach wysokiego ryzyka, inwestora, BTF Mortgage ze
stanu Michigan, który dołożył B. następne 44 dolarów miesięcznie.
Okazją do podwyżki były dwa spóźnienia spłaty raty pożyczki,
bowiem w lipcu 2007 roku Willy B., z zawodu operator dźwigu
budowlanego stracił pracę.
Wyrwa
Nie tylko zresztą on. W podobnej sytuacji
znalazło się w sierpniu i wrześniu 2007 roku blisko 2000 operatorów
dźwigów, których
pracodawcy zwrócili się do
sądów bankrucyjnych o ochronę przed wierzycielami. Tylko w ciągu pierwszego
półrocza 2007 sprzedaż nowych domów spadła o 300 tysięcy sztuk rocznie. Firmy
budowlane i deweloperzy tracili biznes. I znowu Cristina i Willy spóźnili się
ze spłatą raty kredytu. Trzy spóźnienia w ciągu trzech kolejnych miesięcy to
dla inwestora światełko alarmowe, tym bardziej, że w portfelu kredytów hipotecznych
BTF o wartości 87 milionów dolarów pojawiła się wyrwa; w sierpniu opóźnienia
spłat sięgnęły 1,7 miliona dolarów, we wrześniu 5,6 miliona, a w październiku
aż 14,1 milionów.
Zaległości w płatnościach to dla BTF nic dziwnego.
Firma od lat specjalizowało się w pożyczkach wysokiego ryzyka,
znanych
w mediach jako subprime mortgage. Przy takich pożyczkach,
udzielanych przeważnie dłużnikom ze słabszą zdolnością kredytową,
strata
wpisana jest niejako w dobrodziejstwo inwentarza. W ciągu
ostatnich 10 lat zaległości w spłatach kredytów posiadanych
przez BTF
sięgnęły 4,6 procent portfela i na tyle firma była przygotowana.
Tymczasem na początku października 2007 spóźnienia w spłacie
kredytu objęły aż 16 procent portfela i wciąż rosły. BTF
część swoich zasobów sprzedała jednemu z europejskich funduszy
hedgingowych,
szukających zwykle lokat o wysokiej rentowności, część kupił
niewielkie bank z Michigan, First Security, a z resztą poszli
do sądu.
Państwo B. jeszcze we wrześniu b.r. otrzymali
ultimatum: albo spłacą swój kredyt, bagatela, 290 tysięcy dolarów
w ciągu
30 dni, albo pójdą pod nóż foreclosure czyli przymusowego
przejęcia przez wierzyciela. Trzydzieści dni to w warunkach
kryzysu NIC.
Wystawili dom na sprzedaż za 400 tysięcy, a więc o 40 tysięcy
więcej niż 66 miesięcy temu sami za niego zapłacili. Po tygodniu,
z braku jakiegokolwiek zainteresowania ze strony kupujących
obniżyli cenę do 350 tysięcy, potem do 320 tysięcy, w końcu
zdesperowani, nie chcąc niszczyć sobie historii kredytowej
zgodzili się przyjąć ofertę jednego z prawników BTF....273
tysięcy. Dwa lata temu sprzedaliby go bez kłopotu za 500
tysięcy. Teraz tylko uratowali swoją zdolność kredytową, tracąc
- łącznie
z kosztami sprzedaży, karnymi odsetkami, zaległym podatkiem
i kosztami prawnymi co najmniej 100 tysięcy dolarów - w stosunku
do tego, co za swój dom zapłacili ponad 5 lat temu. Część
z tej straty pokryli kosztownym długiem zaciągniętym na kartach
kredytowych.
Jeśli wierzyć analizom sporządzonym przez
firmę ratingową Standard and Poor, a także nowojorskiego UBS
państwo
B. i tak
wybrali mniejsze zło. Za rok uzyskaliby za swój dom aż o
27 tysięcy mniej, a w 2009 roku mogliby stracić kolejne 15
tysięcy
dolarów. Łącznie bowiem, zdaniem ekspertów, ceny nieruchomości
spadną w USA w ciągu nadchodzących 24 miesięcy od 10 do 16
procent. Problem w tym, że z powodu kryzysu stracili wszystkie
swoje oszczędności gotówkowe. Kilka kolejnych lat zajmie
im odrabianie strat właściwie przez siebie niezawinionych.
Co
prawda, kredyt zaciągnęli dobrowolnie i świadomie, oceniając
swoje szanse zostali wprowadzeni w błąd przez zbyt luźną
politykę kredytową banku centralnego (FED) i niskie wymagania
co do
poziomu rezerw gotówkowych banków komercyjnych. Gdyby te
ostatnie były bardziej odpowiedzialne, państwo B. i wielu innych
dłużników
podjęłoby - najprawdopodobniej - inne decyzje kredytowe.
Odpowiedzialność
Tylko niewielki procent dłużników - tak jak państwo B. -
unika w podobnych warunkach foreclosure lub bankructwa.
Gros dłużników swoje domy traci, pozostawiając odium niespłaconych
zobowiązań firmom inwestycyjnym, inwestorom indywidualnym,
a przede wszystkim na karku zwykłych, bogu ducha winnych
podatników.
Wall Street Journal opisał kilka tygodni temu
przypadek wysoce rentownego do niedawna funduszu inwestycyjnego
z Tennessee,
któremu w ciągu ostatniego półrocza - z powodu forclosure
i zaległości w spłacie - wyparowało z portfela 10 milionów
dolarów,
o dwa miliony więcej niż w nie zainwestował. Menadżer funduszu
ratował się sprzedając części swoich zasobów do francuskiego
banku Paribas a także konglomeratu inwestycyjnego z Hongkongu.
Obie te transakcje okazały się nieudane. Francuzi i Chińczycy
stracili ponad połowę tego co zapłacili i dalej tracą. Kryzys
amerykański rozlewa się w ten sposób na cały świat.
Większość
amerykańskich kredytów hipotecznych podlega sekurytyzacji.
Banki "pakietyzują" udzielone przez siebie kredyty
i sprzedają je (sami, albo za pośrednictwem dużych firm pośredniczących
jak Fannie Mae czy GNMA) innym instytucjom finansowym i inwestorom
indywidualnym. Dzięki sekurytyzacji bank, który udzielił kredytu
zbyt niefrasobliwie, łagodzi skutki swoich decyzji, obciążając
nimi inwestorów. Dzięki temu banki, które są głównym winowajcom
kryzysu wychodzą z niego obronną ręką. Widać to było we wrześniu
b.r., kiedy z chwilą zaostrzenia się kryzysu ruszył im w sukurs
bank centralny a nawet budżet.
Zamiast pozostawić banki samym
sobie i zmusić do poniesienia konsekwencji własnych błędów,
rząd, w tym bank centralny, ratując
banki, obciążył nimi podatników, inwestorów, czy - jak w
przypadku państwa B. - właścicieli nieruchomości. Nie dość,
że winowajca
nie został ukarany, to na dodatek FED, obniżając stopy procentowe
i zwiększając podaż pieniądza wpędza w spiralę długu kolejne
ofiary. Przecież kryzys kredytów hipotecznych, z jakim mamy
do czynienia wywołany został właśnie beztroską banków mających
łatwy dostęp do kredytu i poczucie bezkarności wywołane niskimi
wymaganiami co do poziomu rezerw gotówkowych.
W gospodarce
wolnorynkowej konsekwencje błędnych decyzji ponosić powinien
ten, kto je podjął. Zwolnienie banków z takiej
odpowiedzialności to przekazanie im majątku obywateli ponoszących
tego konsekwencje. Taka bezkarność, to - zdaniem Willy'ego
B, - "grabież mająca z kapitalizmem i wolnym rynkiem niewiele
wspólnego".
Jan M Fijor
www.fijor.com
>>> POWRÓT
do zestawienia analiz ekonomicznych Skarbiec.Biz
Po godzinach: MKSVir |
Win
RAR |
Quick
Time |
Emule & eDonkey |
Stare
gry |
Torrenty |
Jak
wypełnić PIT-a? |
Mapa
Polski |
Tapety na pulpit |
Banki |
New Connect |
Skiny do Winampa |
Company formation in Poland |