Robert Nogacki - Doradztwo Skarbiec.Biz oferuje poszkodowanym przez WGI Dom Maklerski doradztwo prawne obejmujące m.in.
1) przygotowanie powództwa przeciw KDPW o wypłatę pełnej kwoty rekompensaty;
2) budowę powództwa odszkodowawczego wobec Skarbu Państwa;
3) pomoc w sporze z syndykiem masy upadłości WGI DM odnośnie środków wypłacanych z rachunku, przewyższających saldo dokonanych wpłat (przypadki tzw. "ujemnego salda").
Kontakt: doradztwo@skarbiec.biz
Chcesz szybko poznać
podstawowe informacje na temat afery WGI? Kliknij
TUTAJ oraz monitoruj nasz blog.
Robert Nogacki
redaktor.naczelny@skarbiec.biz
[Warszawa, 15.01.2007]
Prawdziwa historia Warszawskiej Grupy Inwestycyjnej
(Warszawa, styczeń 2007 r.) Mija
już prawie rok od chwili, gdy w prasie pojawiły się pierwsze
spekulacje
na
temat nieprawidłowości
w domu maklerskim
Warszawskiej Grupy Inwestycyjnej. Kilka tygodni po nich
WGI Dom Maklerski S.A. utracił zezwolenie na wykonywanie
działalności
maklerskiej, a następnie ogłoszono upadłość kluczowych spółek
z grupy kapitałowej WGI.
Wiele wskazuje na to, że upadłość
WGI DM będzie opisywana w podręcznikach, i to nie podręcznikach
ekonomii, ale fizyki,
jako eksperymentalny dowód na fałszywość zasady zachowania
masy. Choć bowiem Łomonsow i Lavoisier twierdzili, że w
zamkniętym układzie suma mas jest stała, to w polskim systemie
finansowym
całkiem niemała masa w postaci ponad trzystu milionów złotych
pochodzących od inwestorów WGI DM po prostu zniknęła bez
śladu, stanowiąc tym samym eksperymentalny dowód na fałszywość
kilku
podstawowych praw chemii i fizyki.
Dobre złego początki
Wyjaśnienia dotyczące WGI Domu Maklerskiego warto rozpocząć
od małego résumé. Warszawska Grupa Inwestycyjna S.A. powstała
w 1999 r., jako podmiot zajmujący się m.in. zarządzaniem aktywami.
W pierwszych latach prowadziła działalność w oparciu o umowy
pośrednictwa finansowego, na podstawie których zarządzała
środkami klientów na tzw. rynku Forex.
Pod pojęciem Forex,
będącym skrótem od angielskiego zwrotu "foreign
exchange", rozumie się międzybankowy rynek wymiany walutowej.
Na tle obrotu akcjami czy obligacjami rynek Forex wyróżnia
całkowicie ponadnarodowy i transgraniczny charakter, który
sprawia, że Forex jako całość nie podlega żadnemu organowi
nadzoru, ani nie mieści się w ramach jakiekolwiek jurysdykcji
państwowej (co nie wyklucza istnienia nadzoru nad poszczególnymi
uczestnikami tego rynku).
Drugą istotną różnicę między rynkiem
Forex a klasycznymi rynkami obrotu instrumentami finansowymi
stanowi całodobowy charakter
odbywającej się tu wymiany, który wynika z różnic pomiędzy
strefami czasowymi w których zlokalizowane są siedziby kontraktujących
stron.
Trzecią fundamentalną differentiam specificam Forexu stanowi jego ogromna płynność, która przerasta płynność,
jaką
mogą
zaoferować nawet tak duże rynki, jak rynek amerykańskich
obligacji skarbowych albo rynki giełdowe Stanów Zjednoczonych
i Dalekiego
Wschodu.
Jeszcze do niedawna Forex stanowił segment
rynku finansowego, który prawie w całości zagospodarowywały
wielkie
konglomeraty
finansowe, do których z trudem dołączały banki inwestycyjne
i inwestorzy korporacyjni. Pod koniec XX wieku sytuacja
uległa zmianie, ponieważ rozpoczął się dynamiczny rozwój
elektronicznych
platform wymiany walutowej, co wydatnie obniżyło koszty
wejścia na rynek i rozpoczęło gwałtowny rozwój fenomenu
gry na Forexie
przez inwestorów indywidualnych. Piszemy tu o grze,
gdyż inwestorzy używający platform forexowych nie wymieniają
waluty A na walutę
B ponieważ potrzebują waluty B, ale dlatego że chcą
zarobić
na zmianie kursu albo zabezpieczyć się przed ryzykiem
kursowym. W ten sposób doszło do wyodrębnienia się na
rynku Forex
nowego segmentu indywidualnych nabywców walut (oraz
opartych o nie
instrumentów pochodnych), którzy podejmują swoje działania
w celach spekulacyjnych albo hedgingowych.
Inwestycje
forexowe nie należą do najbardziej bezpiecznych, aczkolwiek
wiele tu zależy od przyjętej przez zarządzającego
polityki inwestycyjnej. W dużym uproszczeniu można
powiedzieć, że jeśli inwestor jest gotów zadowolić się jednocyfrowymi
zyskami, to możliwe jest opracowanie dla niego w miarę
bezpiecznej strategii forexowej. Im jednak wyższe
są
oczekiwania - tym
mniejsze staje się bezpieczeństwo inwestycji. Z drugiej
strony warto podkreślić, że wyniki osiągane na Forexie
nie są zależne
od koniunktury na rynkach papierów wartościowych i
dlatego produkty oparte na rynku walutowym stanowią cenne
uzupełnienie
dla każdego większego portfela inwestycyjnego.
Licencja na maklerowanie
W pierwszych latach działalności wyniki Warszawskiej
Grupy Inwestycyjnej wydawały się całkiem obiecujące. Wedle
własnych
danych w drugim półroczu 1999 r. WGI S.A. miała wypracować
na rzecz klientów 21,38 % zysku, w 2000 r. 47,03 %, w 2001
r. 30,85 %, w 2002 r. 20,05 %, a w 2003 r. wynik wyniósł 16,75
%.
W 2004 r. stało się jasne, że na skutek zmian
w polskim prawie powstanie ryzyko interpretacji, że pośrednictwo
finansowe
na rynku Forex stanowi formę tzw. działalności maklerskiej,
której prowadzenie wymagało zezwolenia Komisji Papierów
Wartościowych i Giełd.
WGI S.A. złożyła wniosek o takie zezwolenie
i uzyskała je we wrześniu 2004 r., co stało się początkiem
rewolucji w
strategii działania firmy. WGI Dom Maklerski S.A. wycofał
się w znacznej
mierze z inwestycji forexowych, które miały od tej pory
stanowić tylko niewielką część jego aktywności, a leitmotivem
całej
działalności marketingowej firmy stało się hasło bezpieczeństwa
środków inwestorów, na którego straży stać miała od tej
pory KPWiG. KPWiG tego rodzaju informacjom nie zaprzeczała
- zresztą
trudno sobie takie zaprzeczenie wyobrazić z tego już choćby
względu, że w swoich materiałach WGI DM S.A. precyzyjnie
opisywał rzeczywiste obowiązki nadzorcze KPWiG.
Jakie są główne zalety nowej oferty
Warszawskiej Grupy Inwestycyjnej S.A.?
- (...) Bieżąca
kontrola Komisji Papierów Wartościowych i Giełd nad
działalnością
WGI.
- Codzienne wyliczanie wskaźników bezpieczeństwa funkcjonowania Domu Maklerskiego,
dla KPWiG, zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa.
- Przygotowanie raportów dla KPWiG, zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa.
- Sporządzanie raportów do Głównego Inspektora Informacji Finansowej.
- Wymogiem Komisji Papierów Wartościowych i Giełd jest założenie inwestorom
indywidualnych rachunków inwestycyjnych w Warszawskiej Grupie Inwestycyjnej
S.A. działającej jako Dom Maklerski, które będą ściśle kontrolowane przez KPWiG,
co znacznie zwiększa bezpieczeństwo powierzanych WGI środków. (...)
Cytat z materiału informacyjnego WGI
z 2004 r.
|
Działalność marketingowa
domu maklerskiego żywo oddziaływała na wyobraźnię klientów
firmy, z których większość zaczynała
rozważać wycofanie środków z WGI DM w związku z hossą na
warszawskiej giełdzie. Zapewne by to uczyniła, powiększając
aktywa pęczniejących funduszy inwestycyjnych akcji, gdyby
nie umiejętnie budowana atmosfera całkowitej rzetelności
realizowanej pod nadzorem KPWiG polityki inwestycyjnej WGI
DM S.A.
W jeszcze większym stopniu umiejętny marketing
oddziaływał na nowych klientów, którzy inwestowali w produkty
finansowe
o nazwach w stylu WGI STABILNY czy WGI GWARANACJA w przekonaniu,
że nadzór KPWiG czyni z nich instrumenty zbliżone do lokat
inwestycyjnych w bankach.
Jednak prawda drastycznie odbiegała
od wyobrażeń klientów...
Najciemniej pod latarnią
W rzeczywistości, od chwili podjęcia przez
WGI S.A. działalności maklerskiej jedyną rzeczą, która była
dla klientów STABILNA
i GWARANTOWANA stanowił fakt, że w oparciu o udzielone pełnomocnictwa
WGI DM będzie... napychał ich portfele śmieciowymi obligacjami
spółki o nazwie WGI Consulting sp. z o.o.
Zanim przejdziemy
w naszym rozumowaniu dalej, warto najpierw przypomnieć czym
są obligacje. Prawnik powie, że są to papiery
wartościowe emitowane w serii, w których emitent stwierdza,
że jest dłużnikiem właściciela obligacji (obligatariusza)
i zobowiązuje się wobec niego do spełnienia określonego świadczenia.
My natomiast ujmijmy sprawę w bardziej czytelny, ekonomiczny
sposób: nabycie obligacji od jej emitenta jest równoznaczne
z udzieleniem emitentowi pożyczki, w wysokości równej (mniej
więcej) cenie tej obligacji. W zamian za to "pożyczkobiorca" zobowiązuje
się spełnić określone w obligacji świadczenie - najczęściej
jest to zwrot kwoty "pożyczki", powiększonej o odsetki.
Czynność taka jest wykonywana przez wtórne wykupienie obligacji
przez jej emitenta, po cenie ustalonej w warunkach emisji.
Teoretycznie
badanie wiarygodności "pożyczkobiorcy" (czyli
emitenta obligacji) powinno być pierwszą czynnością jakiej
dokonuje potencjalny nabywca obligacji. Jednak WGI DM miał
w tym względzie dosyć osobliwą politykę, skoro w ramach produktów
o szumnych nazwach w stylu WGI STABILNY zapełniał ponad 90
% portfela obligacjami, które nie były zabezpieczone, a których
emitent miał minimalny kapitał zakładowy i według danych z
KRS zajmował się m.in. działalnością wydawniczą, poligraficzną,
reklamą oraz... "kształceniem ustawicznym dorosłych" i "działalnością
komercyjną pozostałą, gdzie indziej niesklasyfikowaną" (pomijamy
tu już czysto prawnicze dywagacje czy emisje tych obligacji
w ogóle były zgodne z prawem i skuteczne). Dodajmy jeszcze,
że owa "działalność wydawnicza" spółki WGI Consulting
sp. z o.o., która stanowić miała jej wiodącą formę jej aktywności
gospodarczej, polegała głównie drukowaniu biuletynu,
który był wysyłany do klientów WGI DM...
Obrazu sytuacji dopełnił
fakt, że WGI Consulting był w chwili emisji spółką powiązaną
z WGI DM, który posiadał w niej 50
% udziałów (drugie 50 % kontrolował Arkadiusz R.), a w zarządzie
WGI Consulting zasiadał Maciej S., twórca WGI DM. Po dalszych
zmianach udziały w WGI Consulting znalazły się w rękach
WGI S.A., Arkadiusza R., Macieja S. i Łukasza K., tj. podmiotów
i osób związanych z domem maklerskim, który doradzał inwestycje
w te papiery.
Dlaczego klienci godzili się na inwestowanie ich środków
w śmieciowe obligacje?
Umowy, które zawierali klienci z WGI DM były
umowami, które w języku prawniczym noszą długą nazwę tzw.
umów o zarządzanie
portfelem, w którego skład wchodzi jeden lub większa liczba
maklerskich instrumentów finansowych. Na podstawie takiej
umowy firma inwestycyjna zobowiązuje się do odpłatnego podejmowania
i realizacji decyzji inwestycyjnych na rachunek klienta, w
ramach pozostawionych przez zleceniodawcę do dyspozycji zarządzającego
środków pieniężnych lub maklerskich instrumentów finansowych.
Podkreślić
należy, że w ramach takiej formuły prawnej samych czynności
nabycia i zbycia instrumentów finansowych (np. obligacji)
dokonuje dom maklerski w oparciu o pełnomocnictwo klienta,
który wcale nie musi znać dokładnego składu swojego portfela.
Pierwsze więc pytanie brzmi, czy rzeczywiście wszyscy klienci
znali i rozumieli zawartość swoich portfeli inwestycyjnych?
Nawet
w tych przypadkach, gdy WGI DM nieśmiało napominał o istnieniu
obligacji, to klientom przedstawiono te obligacje
nie jako autonomiczny przedmiot inwestycji, ale jako pewną
technikę rozliczeniową, niezbędną do tego, aby wspólnie inwestować
ich środki w wiarygodne instrumenty finansowe o dużych nominałach.
W ocenie zarządu WGI DM kupowanie takich instrumentów było
niemożliwe w oparciu o rachunki poszczególnych inwestorów,
których wartość często nie przekraczała 50 tys. złotych. Dlatego
lepiej było zebrać wszystkie pieniądze od inwestorów na jednym
rachunku i wspólnie zainwestować. W tym celu spółka WGI Consulting
emitowała obligacje, które WGI DM nabywał na rachunki klientów.
Za kolejnymi emisjami obligacji szły również transfery pieniędzy
z rachunków klientów WGI DM do WGI Consulting, który miał
środki z emisji obligacji korzystnie inwestować, a następnie
dodawać zyski z inwestycji do wyceny obligacji.
Jedno z głównych
miejsc inwestowania środków przez WGI Consulting stanowił
renomowany amerykański dom maklerski Wachovia Securities
LLC (oprócz niego warunki emisji zezwalały na korzystanie
z usług "IG Markets Limitet", co sugeruje na pewną
nieznajomość angielskiej pisowni u Szanownego Emitenta, który
chyba miał na myśli IG Markets Limited).
Obligacje WGI Consulting
był więc od początku prezentowane inwestorom, jako papier
wartościowy, którego rzeczywista treść
prawna była zupełnie inna niż nominalna treść prawna takich
obligacji, jakie znamy z ustawy o obligacjach. Nie były to
więc "pożyczki" udzielane spółce WGI Consulting
przez nabywców obligacji, ale obligacje uważano tu za rodzaj "dowodu
wpłaty" środków na rachunek WGI Consulting zarządzany
przez Wachovia Securities LLC, który używany był do wspólnego
inwestowania tych pieniędzy. Przy takim rozumieniu pojęcia "obligacja" mało
kto był skłonny badać wiarygodność emitenta, zadawalając się
analizą doskonałych ocen wystawianych zarządzającej rachunkiem
inwestycyjnym Wachovia Securities.
Upadłość WGI DM
W lutym 2006 r. zaczęły pojawiać się pierwsze
sygnały, że w działania WGI mogły wkraść się nieprawidłowości.
Wtedy to "Gazeta
Wyborcza" opublikowała artykuł "Spór w biurze maklerskim",
opisujący perypetie pewnego inwestora, którego nazwiska nie
ujawniono. W ocenie inwestora WGI zarządzało jego środkami
w nieprofesjonalny sposób, a skonfrontowane z zarzutami kierownictwo
firmy miało zaproponować kreatywne zaksięgowanie dokonanych
transakcji ("Na jednym ze spotkań wiceprezes WGI poprosił
mnie, abym nie robił problemów. Wyciągnął kopertę, w której
były raporty rachunku inwestycyjnego z moim nazwiskiem i kwotami
o wiele wyższymi niż dotychczas mi podawane. To miało załatwić
sprawę, a ja miałem zniszczyć wcześniejsze raporty").
Biorąc pod uwagę, że nazwisko inwestora nie zostało ujawnione
prawdziwość jego wersji była trudna do zweryfikowania.
Nieoczekiwanie
dla inwestorów, w dniu 4 kwietnia 2006 r. WGI DM stracił zezwolenie
na wykonywanie działalności maklerskiej.
Tego samego dnia Komisja Papierów Wartościowych i Giełd opublikowała
fragment uzasadnienia decyzji dotyczącej odebrania WGI DM
zezwolenia na prowadzenie działalności maklerskiej, z którego
wynikało, że w ocenie Komisji skala nieprawidłowości i brak
rzetelności WGI DM nie pozwalają na dalsze działanie tej firmy
jako licencjonowanego domu maklerskiego. KPWiG nadała swojej
decyzji rygor natychmiastowej wykonalności.
Po kilku kolejnych
tygodniach ogłoszono upadłość WGI DM, a następnie zablokowany
został rachunek inwestycyjny WGI Consulting
sp. z o.o. w Wachovia Securities, aż wreszcie ogłoszono upadłość
samego WGI Consulting sp. z o.o. Ku zdumieniu inwestorów okazało
się, że ich pieniądze, o łącznej wartości ponad trzystu milionów,
po prostu się rozpłynęły...
Jedyny składnik majątku o realnej wartości stanowił rachunek
inwestycyjny w Wachovia Securities, na którym było jednak
znacznie mniej środków niż powinno być, a w dodatku również
i ta wartość zaczęła szybko kurczyć się. Zarząd upadłego domu
maklerskiego i zarząd WGI Consulting stały na stanowisku,
że ostatnie wiadomości, jakie posiada na temat stanu rachunku,
to wyciąg z 31 marca 2006 r. wskazujący, że wycena rachunku
wynosi ok. 33 mln USD. Jak dosłownie twierdził ten drugi: "ostatnią
informacją o wartości rachunku WGI Consulting Sp. z o.o.,
otrzymaną z Wachovii Securities LLC, był wyciąg datowany na
dzień 31 marca 2006 roku. Na tym dokumencie widniała wartość
32 914 359,98 USD. Od tego czasu do chwili zamrożenia aktywów
w Wachovii przez amerykański sąd, WGI nie przeprowadzało i
nie zlecało żadnych nowych transakcji, ani żadnych wypłat
bądź transferów środków z tego rachunku."
Twierdzenie
to od początku wydawało się absurdalne, ponieważ trudno
sobie wyobrazić, że WGI Consulting mógł prowadzić jakąkolwiek
politykę inwestycyjną, gdyby jego wiedza o stanie rachunku
ograniczała się do otrzymania raz na kilka miesięcy wyciągu
od Wachovia Securities LLC. Skoro rachunek zablokowano dopiero
w czerwcu, to czy mamy wierzyć, że w kwietniu i maju zarząd
w ogóle nie interesował się jego stanem?
Przyszłość potwierdziła
wątpliwości. W świetle oceny syndyka masy upadłości WGI
Consulting, Lechosława Kochańskiego,
pomiędzy dniem 31 marca 2006 r. (z którego pochodził ostatni
wyciąg
z rachunku w Wachovia Securities) a dniem zablokowania
środków przez sąd w Nowym Jorku, na rachunku inwestycyjnym
WGI Consulting
w Wachovia Securities miał miejsce intensywny ruch, który
spowodował uszczuplenie wartości rachunku o 15 mln dolarów,
a jeśli dodać do tej liczby również zaciągnięty kredyt
- o 25 mln dolarów.
Do jeszcze bardziej interesujący wniosków
prowadzi nas odpowiedź na pytanie na czym dokładnie polegały
działania
inwestycyjne
WGI Consulting pomiędzy końcem marca 2006 r. a dniem
zablokowania rachunku. Otóż polegały one m.in. zakupach akcji
wyemitowanych
przez jeden podmiot, które stanowiły ponad 50 % portfela
(a wedle nieoficjalnych informacji, razem z prawami
pochodnymi na te akcje stanowiły one ponad 90 % zawartości
portfela
!).
Z punktu widzenia jakiejkolwiek racjonalnej strategii
inwestycyjnej taka koncentracja walorów jednego podmiotu
z portfelu stanowiła
czysty absurd, który - wedle nieoficjalnych informacji
- zakończył się w tym wypadku stratą ok. 5 mln dolarów (na
tym jednym rodzaju
operacji).
Możliwych
interpretacji inwestycji WGI Consulting w walory jednego
podmiotu jest wiele i nie ma tu czasu
i miejsca,
aby wszystkie omawiać. Jednak trudno uwierzyć, że
w tym wypadku
złamanie fundamentalnej zasady dywersyfikacji inwestycji
było efektem czystego przypadku...
Podkreślmy przy
tym, że w chwili obecnej znamy politykę inwestycyjną WGI
Consulting wyłącznie w okresie od
marca do czerwca 2006
r. i aż strach się bać czego się dowiemy, kiedy
ujawnione zostaną wszystkie informacje na temat inwestycji
WGI
Consulting...
Co się stało z pieniędzmi i kto zawinił?
Uzupełniając stare porzekadło można powiedzieć,
że w przyrodzie nic nie ginie, tylko zmienia właściciela.
Jeśli więc pewne
rachunki zostały obciążone kwotą trzystu milionów, to zapewne
istnieją również i takie rachunki, które zostały kwotą trzystu
milionów uznane. Niestety na przestrzeni ostatnich miesięcy
organa ścigania wykazywały się wysoce kontemplacyjną postawą
wobec przedmiotu śledztwa, być może wyznając taoistyczną zasadę
wu wei w myśl której oświecenie osiąga się przez niedziałanie?
Kwestię odpowiedzialności członków zarządu
WGI DM i WGI Consulting rozstrzygać będzie sąd. Jednak z punktu
widzenia inwestorów
nie mniej interesujące wydaje się pytanie o odpowiedzialność
KPWiG, która zobowiązana była do należytego sprawowania nadzoru
nad WGI DM.
Szczególnie istotne wydaje się pytanie, dlaczego
KPWiG tak późno zareagowała na fakt, że konstrukcja z obligacjami
WGI Consulting
prowadzi w istocie do powstania nielegalnego funduszu inwestycyjnego?
Umowa o zarządzanie rachunkiem, jaką zawierał WGI DM wymaga
przecież indywidualnego zarządzania portfelem klienta - natomiast
WGI DM ograniczał swoje "zarządzanie" do automatycznego
lokowania 95-99 % portfela w obligacje spółki powiązanej (reszta
lądowała na Forexie). Wedle swoich własnych deklaracji nabywał
te obligacje wyłącznie w celu komasowania środków wierzycieli
i zarządzania nimi wspólnie. Czynił to jednak w odrębnym podmiocie,
WGI Consulting, o którym inwestorzy nie posiadali wystarczającej
wiedzy.
Zgodnie z prawem polskim rodzaju "wspólne
zarządzanie" środkami
nie stanowi w ogóle przedmiotu działalności domów maklerskich,
ale jest właściwe dla towarzystw funduszy inwestycyjnych,
które dokonują tego za pomocą funduszy inwestycyjnych albo
umów o zarządzanie zbiorczym portfelem papierów wartościowych.
Obserwacja ta ma bardzo poważne skutki praktyczne,
ponieważ towarzystwa funduszy inwestycyjnych są zobligowane
przestrzegać
szeregu obowiązków, które duumwirat WGI DM / WGI Consulting
mógł pominąć, co bardzo ułatwiło prowadzenie jego procederu.
Jakie obowiązki ciążyłyby na WGI
DM, gdyby był funduszem inwestycyjnym?
- Każdy fundusz
musi posiadać prospekt informacyjny, którego treść powinna
umożliwić nabywcom
jednostek uczestnictwa dokonanie oceny ryzyka związanego
z lokatami funduszu oraz ryzyka związanego z inwestowaniem
w te jednostki - WGI DM oraz WGI Consulting
nie posiadały takiego prospektu.
- Z zastrzeżeniem
drobnych wyjątków, fundusz inwestycyjny otwarty nie
może lokować więcej
niż 5 % wartości swoich aktywów w papiery wartościowe
lub instrumenty rynku pieniężnego wyemitowane przez
jeden podmiot - WGI Consulting zainwestował
w akcje jednego podmiotu ponad 50 % swojego portfela.
- Fundusz inwestycyjny
otwarty nie może lokować więcej niż 20 % wartości swoich
aktywów
w depozyty w tym samym banku krajowym lub tej samej
instytucji kredytowej - WGI Consulting złożył
prawie 100 % portfela na rachunku w Wachovii.
- Łączna wartość
lokat w papiery wartościowe lub instrumenty rynku pieniężnego
wyemitowane przez
jeden podmiot, depozyty w tym podmiocie oraz wartość
ryzyka kontrahenta wynikająca z transakcji, których
przedmiotem są niewystandaryzowane instrumenty pochodne,
zawartych z tym podmiotem, nie może przekroczyć 20 %
wartości aktywów funduszu - łączna wartość inwestycji
WGI DM w akcje i instrumenty pochodne jednego podmiotu
mogła wynosić nawet 99 %.
|
Korzystając ze swojego statusu domu maklerskiego,
Warszawska Grupa Inwestycyjna nie przestrzegała żadnego z
powyższych
obowiązków, podobnie jak długiego szeregu innych zobowiązań,
które wynikają z ustawy z dnia 27 maja 2004 r. o funduszach
inwestycyjnych oraz rozporządzeń wykonawczych, dzięki czemu
mogła prowadzić pewne operacje finansowe poza sferą wiedzy
i kontroli inwestorów.
W całej historii szczególnie bulwersujący
wydaje się fakt, że KPWiG już w lipcu 2005 r. zawiadomiła
prokuraturę o podejrzeniu
popełnienia przez WGI DM przestępstwa w postaci nielegalnego
prowadzenia funduszu inwestycyjnego, ale aż do kwietnia
2006 r. nie podjęła względem WGI DM żadnych praktycznych działań,
które powinny stanowić konsekwencję takiego podejrzenia.
Biorąc pod uwagę, że tylko między marcem
a czerwcem 2006 r. w czeluściach osobliwych inwestycji WGI
DM zniknęło 25
mln
dolarów można się tylko domyślać, ile pieniędzy inwestorów
można było uratować, gdyby odpowiednie działania względem
WGI DM zostały podjęte już w lipcu 2005 r., gdy KPWiG
powzięła podejrzenia o przestępczej działalności tego podmiotu...