Nawet gdy ma zdolność kredytową. Nie jest bowiem wiarygodna dla banku - pisze "Rzeczpospolita".
Banki diametralnie zmieniły podejście do klientów. - Przed kryzysem obowiązywała zasada, że im wyższy kredyt, tym lepsze warunki cenowe mogliśmy wynegocjować. Dziś panuje opinia, że im wyższy kredyt, tym większe potencjalne ryzyko, a tym samym wyższa marża banku.
Większość analityków twierdzi, że idealnie jest, gdy osoba starająca się o kredyt ma: wkład własny (min. 10 proc.), idealną historię spłaty starych zadłużeń, zdolność kredytową wyższą o 20 - 30 proc. niż rok temu przy tym samym kredycie, stałe zatrudnienie, współkredytobiorcę oraz upatrzony lokal w stanie zaawansowanym lub najlepiej gotowy (ale nie w wielkiej płycie).
Do tego potencjalny kredytobiorca powinien mieć jeszcze dużo cierpliwości i zarezerwować sobie dwa - trzy miesiące na przejście procedur bankowych i wypłatę pieniędzy.
Inną kryzysową zmianą jest to, że banki nie chcą już finansować zakupu wszystkich lokali, np. tych z wielkiej płyty. Dlatego, aby nie narażać się na odmowę banku, warto zdecydować się na zakup nieruchomości, którą bank będzie chciał kredytować.