Tajemnica gazu łupkowego w Polsce

Tajemnica gazu łupkowego w Polsce

[25.05.2010] Rząd nie chce ujawnić listy firm, które otrzymały licencje na poszukiwanie gazu łupkowego w Polsce, ani przekazać opinii publicznej finansowych szczegółów zawartych w ok. 60 takich umowach.

Unika te, odpowiedzi na pytanie, dlaczego większość zezwoleń na prowadzenie odwiertów trafiło do zagranicznych koncernów, mimo że polskie przedsiębiorstwa posiadają niezbędne do nich technologie. Sprawę bada już Centralne Biuro Antykorupcyjne. Ministerstwu Ochrony Środowiska zadaliśmy pytania, dotyczące przyznanych licencji na poszukiwanie i wydobycie gazu łupkowego w Polsce.

Pytaliśmy również o to, jakie dokładnie firmy otrzymały zezwolenia od polskiego rządu i ile wynosiły opłaty licencyjne. Próbowaliśmy się również dowiedzieć, dlaczego w jednym z ujawnionych przez radio RMF FM przypadków wysokość opłat licencyjnych wynosi 1/20 wartości kosztów, jakie w takich przypadkach ponieść muszą firmy poszukiwawczo-wydobywcze działające na światowych rynkach surowcowych.

Na pytania te nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi. Również Kancelaria Prezesa Rady Ministrów nabrała wody w usta, gdy zapytaliśmy ją o to, dlaczego mimo iż polskie (w tym państwowe) podmioty gospodarcze dysponują technologiami umożliwiającymi skuteczne poszukiwanie i wydobycie gazu łupkowego, rząd wydał zgodę na przyznanie niezbędnych do tego celu licencji podmiotom zagranicznym.

Rządowa wielka niewiadoma

Póki co wiadomo, że ponad 30 z 58 licencji na poszukiwanie gazu łupkowego w Polsce trafiło w ręce amerykańskich podmiotów. Są wśród nich takie koncerny jak Exxon, Chevron, Conoco oraz BNK Petroleum czy San Leon Energy. Polski rząd pozostawia to bez komentarza. W dalszym ciągu nie jest bowiem jasne, które amerykańskie firmy, poza wymienianymi oficjalnie, uzyskały koncesję na poszukiwania polskich złóż gazu z łupków i za jaką kwotę. Ich koszt wciąż pozostaje tajemnicą.

Tymczasem z informacji dziennikarzy RMF FM, którzy dotarli do umów licencyjnych jednego z takich przedsiębiorstw, wynika, że koncernom, które planują odwierty w rejonach występowania gazu łupkowego, przyznawane są licencje po stawkach o wiele niższych niż te obowiązujące na świecie, gdyż Polska dostanie w postaci opłaty licencyjnej góra 1 proc. przychodu z wydobycia gazu, podczas gdy w USA stawki te wynoszą 20 proc. Oficjalnych informacji na ten temat jednak nie ma.

Wielkość polskich złóż gazu łupkowego i wysokość kosztów związanych z jego wydobyciem to również nadal wielka niewiadoma. Ministerstwo Ochrony Środowiska w wielu publikacjach sugeruje, że w dużej mierze jest to kwestia techniczno-logistyczna. W tej chwili bowiem inwestorzy prowadzą dopiero prace poszukiwawcze, które w przyszłości po ich zakończeniu pozwolą dopiero na oszacowanie kosztów i ewentualnych zysków z przedsięwzięć wydobywczych, ale czy tylko?

Państwowy Instytut Geologiczny szacował na początku miesiąca, że złoża gazu łupkowego w Polsce to ok. 150 mld m3 (roczne krajowe zużycie to ok. 13,3 mld m3, z czego 5 mld m3 pokrywa wydobycie własne, a resztę stanowi importowany gaz z Rosji 7,5 – 8 mld m3). Szacunki zagranicznych koncernów wskazują, że w Polsce mogą być pokłady nawet 10 razy większe. Zaś jak przypominał w ostatnim numerze "Wprost" w 2006 r. prof. Wojciech Górecki z AGH mówił o 3 bln m3 gazu łącznie łupkowego i konwencjonalnego.

Polski gaz łupkowy szansą dla… USA

Główne rejony występowania złóż łupkowych w Poslce to Lubelszczyzna, Mazowsze, Pomorze oraz Podlasie. Jak podaje "The New York Times", Niemiecki Instytut Geofizyczny GFZ z Poczdamu oszacował, że pokłady tego surowca w Europie liczą ok. 1200 bln m3, co może stanowić nawet 5 proc. wszystkich światowych zasobów. W Europie zlokalizowane są "najważniejsze obiekty z punktu widzenia eksploracji złóż gazu łupkowego" – piszą eksperci GFZ. Do obiektów tych należy zaliczyć terytorium Polski, Niemiec, Węgier, Rumunii i Turcji.

Wszystkim tym krajom amerykańskie koncerny energetyczne przedstawiły już wstępne oferty współpracy. Nic w tym dziwnego, gdyż, jak zauważa amerykańska gazeta, zalety gazu łupkowego już od dawna są dobrze znane w Stanach Zjednoczonych, gdzie dywersyfikacja dostaw jest istotnym aspektem polityki energetycznej. Kilka lat temu na terytorium USA odkryto wielkie złoża tego surowca; dziś stanowi on prawie jedną piątą amerykańskiego wydobycia gazu naturalnego (dla porównania – w 2000 r. był to zaledwie jeden procent).

Dane te podała niedawno IHS CERA, niezależna firma analityczna rynku naftowego z Cambridge w stanie Massachusetts. IHS CERA w swoim raporcie informuje także, że gaz łupkowy zajmuje czołową pozycję wśród innowacji energetycznych odkrytych w tym stuleciu oraz szacuje, że w przeciągu najbliższych dwóch lat zapotrzebowanie na gaz ziemny wzrośnie na całym świecie, przy czym sama tylko Europa będzie musiała zwiększyć import tego surowca dwukrotnie, do około 476 mld m3 rocznie.

Amerykańskie firmy wiedzą więc, co robią, spiesząc się z uzyskaniem licencji niezbędnych do wydobycia tego surowca w Polsce. Dlaczego jednak odkrycie pokładów gazu łupkowego na terenie naszego kraju nie wywołało zbyt dużego zainteresowania polskich firm? W ostatnim numerze "Wprost" pojawiła się jedna z odpowiedzi na to pytanie. Po pierwsze wiele odwiertów dokonywanych przez PGNiG kończy się niepowodzeniem, a te z kolei pochłaniają miliony. Brak więc firmie "spektakularnych sukcesów", co osobiście podkreślał na posiedzeniu senackiej komisji gospodarki Michał Szubski prezes PGNiG.

Po drugie: firmie nie opłaca się (sic!) poszukiwanie gazu w kraju, bo surowiec z polskich złóż sprzedawany jest po cenach narzucanych przez Urząd Regulacji Energetyki, a więc niższych od tych z rynków światowych. PGNIG woli więc wiercić i ewentualnie wydobywać np. norweski gaz, ze skandynawskich szelfów. Hubert Kiersnowski, geolog Państwowego Instytutu Geologicznego, w wywiadzie dla magazynu "Forbes" zaznaczył, że firmy takie jak PGNiG, Orlen, Petrobaltic nie miały w planach poszukiwań złóż niekonwencjonalnych i dopiero na skutek zainteresowania, które wywołały złoża łupkowe postanowiły się w to włączyć.

Mamy potrzebną technologię

Dlaczego tak się stało? Odpowiedź na to pytanie jest banalna i znana już chyba wszystkim – dlatego, że Polska, jak twierdzą władze przynajmniej oficjalnie, nie dysponuje technologią umożliwiającą wydobywanie gazu łupkowego (np. poprzez skomplikowany proces chemiczny). Technologię tę posiadają natomiast Amerykanie. Jednak jak się okazuje i ta odpowiedź jest nieprawdziwa. W kraju działają przedsiębiorstwa, które dysponują stosownymi technologiami, zapleczem logistycznym i kadrowym, zdolnym do samodzielnego wydobycia.

Co ciekawe jedna z nich, współpracująca z Ministerstwem Gospodarki, Rozwoju Regionalnego, z Ministerstwem Nauki i Informatyzacji oraz z Polską Agencją Rozwoju Przedsiębiorczości i ma siedzibę w ścisłym centrum Warszawy. Co więcej sama kwestia technologii nie jest w Polsce czymś nowym, a przede wszystkim nieznanym. Jakiś czas temu prof. dr. hab. inż. Ryszard H. Kozłowski z Instytutu Inżynierii Materiałowej Politechniki Krakowskiej w jednym z wywiadów stwierdził, że o zasobach tzw. gazu, w tym łupkowego, szacowanych w Polsce na poziomie ponad 1800 mld m3 dowiedział się już w roku 1985, a technologia wydobywania gazu z łupków jest w Polsce znana.

Dlaczego więc licencje trafiają głównie do amerykańskich koncernów, a rząd nie zabezpiecza przyszłości złóż, sięgając po dostępne, polskie środki? W prasie od dłuższego czasu pojawiają się głosy twierdzące, że polski rząd nie oddaje amerykanom złóż gazu łupkowego, a tym bardziej nie robi tego za bezcen. Jest w końcu różnica między koncesją na poszukiwanie i rozpoznawanie gazu łupkowego, a koncesją na jego wydobycie – jedno nie musi oznaczać drugiego. Faktem pozostaje jednak, że podmiot otrzymujący koncesję na poszukiwania najczęściej potem wydobywa odnaleziony surowiec.

CBA sprawdza licencje

Jest więc raczej oczywiste, że Amerykanie nie podjęliby się prac poszukiwawczych, gdyby nie mieli pewności, że w przyszłości będą mogli surowiec ten wydobywać. Zainteresowanie amerykańskich przedsiębiorstw polskim gazem łupkowym jest zbyt duże, by mogły być co do tego wątpliwości. Tym bardziej, że przedstawiciele firm wydobywczych przyznają, że opłaty licencyjne w Polsce są bardzo niskie. W rozmowie z "The Times" jeden z nich podkreślił, że warunki finansowe w Polsce są wręcz najkorzystniejsze na świecie.

Tymczasem sprawą sprzedawania przez rząd licencji zagranicznym podmiotom mimo posiadania rodzimej technologii wydobywczej gazu łupkowego zajęło się Centralne Biuro Antykorupcyjne. Kilka tygodni temu do Biura wpłynęło zawiadomienie o możliwych nieprawidłowościach w procesie udzielania "licencji łupkowych". Co wykażą działania agentów Pawła Wojtunika, czas pokaże.

Barbara Barysz

źródło: "Gazeta Finansowa"

Oceń ten artykuł: