Robert Nogacki
redaktor.naczelny@skarbiec.biz
Jak inwestować na rynku Forex
i nie pozwolić się oszukać?
1. Wstęp
2. HYIP-er
naciągacze
3. "Boiler
Rooms", czyli "kotłownie"
4. Internetowe
manipulacje instrumentami finansowymi
5. Podsumowanie
Wstęp
[01.05.2006] Międzynarodowy
charakter rynku Forex, brak jednolitego nadzoru nad dokonywanymi
na
nim transakcjami oraz względna łatwość wejścia na elektroniczne
platformy transakcyjne spowodowały, że Forex stał się wyjątkowo
wdzięcznym obiektem zainteresowania dla różnego autoramentu
oszustów i nieprofesjonalnych doradców w dziedzinie inwestycji
walutowych.
Jednocześnie statystyczny
internauta - któremu Wachovia kojarzy się głównie z Mieczysławem Wachowskim, a Oandę z trudem odróżnia od Ruandy - wykazuje się zazwyczaj dużą podatnością na manipulację
odnośnie forexowych inwestycji.
Efektem zderzenia niewiedzy
niektórych internautów z prostotą podjęcia działalności na
rynku wymiany walutowej jest mnogość nierzetelnych programów
inwestycyjnych, czasami dorównujących swoim tupetem tzw. nigerian
scam, które jest znane wszystkim użytkownikom poczty elektronicznej
("Drogi Panie, reprezentuję Nigerian Company i chciałbym
przekazać Panu cztery miliony dolarów, ale najpierw to Pan
musi przelać na moje prywatne konto nie mniej niż...").
Choć oszustwa istnieją, to naszym celem nie jest
wywoływanie atmosfery nieufności wokół forexowych inwestycji,
ale wskazanie kilku prostych metod, jakich można użyć do odróżnienia
rzetelnych ofert od biznesowych nadużyć. Warto pamiętać, że
sklasyfikowane przez nas rodzaje oszustw mają uniwersalny charakter
i równie często możemy zetknąć się z nimi także na rynku akcji,
obligacji albo inwestycji alternatywnych.
HYIP-er naciągacze
Termin "HYIP" to
skrót od zwrotu "High-Yield Investment Program",
który stał się synonimem podejrzanych programów inwestycyjnych
na długo zanim nierzetelni doradcy inwestycyjni uzyskali dostęp
do Forexu i Internetu. W klasycznej postaci był to rodzaj przestępstwa
gospodarczego charakterystycznego dla Stanów Zjednoczonych,
polegający na oferowaniu uczestnikom programu rzekomego dostępu
do wyjątkowo korzystnych transakcji, jakie mają odbywać się
na elitarnym rynku międzybankowym.
Schematy tego rodzaju były
zazwyczaj prezentowane jako cykle operacji finansowych oparte
na całkowicie bezpiecznych papierach wartościowych, gwarantowanych
przez wiodące instytucje bankowe ma świecie, stąd też oszustwa
tego rodzaju znane są również pod nazwą "prime bank fraud".
Często organizatorzy tych "prime bank frauds" sugerują,
że dzięki dostępowi do rynku międzybankowego kupują wybrane
instrumenty finansowe z ogromnym upustem, a następnie sprzedają
je w obrocie wtórnym po znacznie wyższych stawkach. Po więcej
informacji na temat tego rodzaju oszustw odsyłamy do publikacji "Prime Bank/High
Yield Investment Schemes" dostępnej w Internecie,
na łamach "The United States Attorneys' Bulletin".
W ostatnich latach rynek HYIP
został zdominowany przez nowy typ oszustwa, polegającego na
zakładaniu anonimowych stron internetowych, których twórcy
przestawiają się jako utalentowani specjaliści z zakresu nieszablonowych
technik inwestycyjnych na rynku Forex albo akcji, proponujący
niezwykle korzystne warunki zarządzania kapitałem. Typowy HYIP
wymaga wpłat nie przekraczających kilku dolarów, obiecując
jednocześnie stopy zwrotu rzędu kilka procent dziennie, które
ma wypracowywać przy użyciu bardzo zaawansowanych instrumentów
finansowych. Ponieważ twórcy programów HYIP nie oczekują od
swoich klientów zbyt wiele, a obiecują im w zamian bardzo dużo,
programy tego rodzaju biją wszelkie rekordy popularności. Trudno
dokładnie określić globalną skalę tego zjawiska, ale warto
zauważyć, że wyszukiwarka Google deklaruje dla słowa "HYIP" ok. 3.140.000 rezultatów wyszukiwania, MSN - 134.440, a Yahoo! - ok. 1.400.000.
Co prawda żaden rasowy inwestor
forexowy nie pozwoli naciągnąć się na szytą grubymi nićmi ofertę
programów HYIP, tym niemniej mają one całkiem liczną klientelę
wśród śniących o finansowym sukcesie żółtodziobów. Częstokroć
przedsięwzięciu typu HYIP powagi dodaje bardzo profesjonalnie
wykonana oprawa graficzna strony WWW, która przedstawia fotografie
znanych centrów finansowych albo zdjęcia osób, które odbywają
biznesową naradę w luksusowej sali konferencyjnej. Niestety
rzadko kiedy odbiorca zdaje sobie sprawę z faktu, że fotografowane
gmachy nie mają nic wspólnego z siedzibą HYIP, a zdjęcia z
biznesowych konferencji to zazwyczaj darmowe kreacje reklamowe
z udziałem profesjonalnych modeli. W budowaniu wiarygodnego
wizerunku programów inwestycyjnych HYIP pomaga zazwyczaj również
odpowiednio sformułowana oferta, która z pietyzmem wylicza
wysokość opłat w przypadku wpłat od "inwestorów instytucjonalnych" albo "powyżej
pół miliona". Choć w rzeczywistości programy HYIP nie
mogą liczyć ani na "inwestorów instytucjonalnych",
ani na wpłaty "powyżej pół miliona", to sposób opisania
ich w cenniku sugeruje, że jedno i drugie jest dla osób zarządzających
programem HYIP chlebem powszednim.
Najważniejszą bronią w arsenale
twórców programów HYIP są szerokie, międzynarodowe sieci osób
rekomendujących ich usługi (tzw. referale), przy czym twórcy
programów HYIP dzielą się zyskami z administratorami, którzy
rekomendują ich usługi na swoich stronach WWW. Często uczestnicy
takich sieci referencyjnych nie do końca rozumieją, że biorą
udział w oszustwie, więc wkładają wiele wysiłku w reklamowanie
udziału w programach HYIP swoim znajomym. W ustach ludzi, którym
na co dzień ufamy, opowieści o możliwych do osiągnięcia zyskach
zaczynają nagle brzmieć całkiem wiarygodnie, a ponieważ w systemy
płatnych referencji angażują się osoby z całego świata, stwarza
to również pozór dużej liczby niezależnych od siebie źródeł
informacji na temat wiarygodności programu inwestycyjnego.
A jaka jest rzeczywistość
działania programów HYIP? Najczęściej ich twórcy ograniczają
się do zebrania niewielkiej sumy pieniędzy, a następnie likwidują
dotychczasową stronę internetową, by założyć kolejną, pod nową
nazwą. Inni starają się działać bardziej długofalowo, przyjmując
model piramidy finansowej, która finansuje pierwsze wypłaty
z wpłat kolejnych członków. Gwarantuje to powstanie grona usatysfakcjonowanych
klientów, wspomagających dalszy rozwój biznesu. W zasadzie
natomiast nie obserwuje się programów HYIP, które prowadziłyby
realną działalność inwestycyjną na rynku wymiany walutowej
albo gdziekolwiek indziej.
przeciętny HYIP zarabia
zapewne nie więcej niż kilka tysięcy dolarów zanim gwałtownie
kończy
swój żywot, by ponownie pojawić się pod inną nazwą - tym niemniej
zdarzają się też oszustwa na dużo większą skalę. Przykładowo,
według amerykańskiej Securities and Exchange Commission, która
wszczęła postępowanie przeciw jednemu z programów HYIP o nazwie Capital
Enhancement Club, podejrzani David Tanner, Rocky D. Spencer
oraz Richard P. Kringen w ciągu sześciu miesięcy zdołali zebrać
od inwestorów piętnaście milionów dolarów w celu prowadzenia "transakcji
na rynkach międzynarodowych", za które obiecywali stopę
zwrotu rzędu 7-11 % miesięcznie.
Jak
rozpoznać oszustwa typu HYIP?
1. Pierwsza
porada jest co prawda banalna, ale za to skuteczna: programy
HYIP najłatwiej rozpoznać po nazwie. Na skutek pewnej
opieszałości organów nadzoru w ostrzeganiu przed programami
HYIP, termin ten wciąż nie budzi u internautów negatywnych
odczuć, a dzięki systemom referali jest doskonale wypromowanym
brandem handlowym. Dlatego przecięty HYIP otwarcie prezentuje
się jako High-Yield Investment Program. Tymczasem od
wielu lat nazwy tej unikają renomowane instytucje finansowe
ze względu na skojarzenia, jakie budzi ona z dobrze znanymi "prime
bank frauds" z końca ubiegłego wieku. Oczywiście
nie można całkowicie wykluczyć istnienia wyjątków, tym
niemniej nasza robocza hipoteza brzmi: "program
inwestycyjny z HYIP w nazwie = oszustwo".
2. Zazwyczaj
program HYIP nie podaje swojej siedziby, formy prawnej,
ani nazwisk osób zarządzających. Jeśli ktoś proponuje
nam zarządzanie środkami, ale nie oferuje wiarygodnych
danych teleadresowych, nie zasługuje na najmniejsze zaufanie.
3. Programy HYIP składają
obietnice całkowicie nierealnych stóp zwrotu i nie żądają
opłat za zarządzanie. Standard stanowią zyski przekraczające
sto procent rocznie, przy czym rekordziści obiecują schematy
wypłat w stylu "5.500 % za trzy dni" albo "57.000
% za tysiąc dni roboczych". Jeśli ktoś obiecuje
Ci znacznie więcej niż wynosi rynkowy standard i nie
żąda w zamian nic szczególnego, traktuj jego ofertę z
dystansem.
|
"Boiler
Rooms", czyli "kotłownie"
Podobnie jak programy HYIP
jest to typ oszustw charakterystycznych zarówno dla Forexu,
jak również dla rynków akcji i derywatów. Jednakże, w przeciwieństwie
do programów HYIP dla "boiler room" pracują profesjonalni
sprzedawcy, którzy dzwonią do upatrzonych osób i kreując atmosferę
sensacyjnej okazji zachęcają do zakupu instrumentów finansowych
znajdujących się w ich ofercie. Zazwyczaj po nabyciu wybranego
instrumentu, kontakt z "boiler room" staje się niemożliwy
albo co najmniej bardzo utrudniony.
Na pierwszy rzut oka "boiler
room" sprawia wrażenie renomowanej firmy maklerskiej.
Na profesjonalne wrażenie składa się zarówno rozległa wiedza
sprzedawcy na temat rynku finansowego, jak również fachowo
brzmiąca nazwa firmy (najlepiej coś w stylu "financial
corporation" - klient nie musi wiedzieć, że tego rodzaju "financial
corporation" można założyć równie łatwo, co kupić hot
doga w budce za rogiem). Kluczem do sukcesu jest umiejętne
kreowanie gorącej atmosfery wokół wybranych instrumentów finansowych
- od tego podgrzewania atmosfery pochodzi właśnie nazwa "boiler
room", czyli "kotłownia". Kilka lat temu spopularyzował
ją film "Boiler Room" (2000)
w reżyserii Bena Youngera (w Polsce dystrybuowany pod tytułem "Ryzyko"),
który celnie oddawał atmosferę fikcyjnej firmy tego rodzaju
o nazwie JT Marlin.
Klasyczny przykład oszustwa
typu "boiler room" stanowi np. sprawa spółki First
Access Financial LLC ze Stanów Zjednoczonych, która przy
użyciu marketingu telefonicznego, strony internetowej oraz
spotów reklamowych w lokalnym radiu i telewizji promowała swoje
usługi inwestycyjne na rynku Forex. Według szacunków Securities
and Exchange Commission, zanim aktywa spółki oraz jej twórców
zostały zamrożone, zebrali oni 243 tys. dolarów od piętnastu
inwestorów z siedmiu różnych stanów oraz dwóch innych państw.
Działania twórców First Access Financial, Thomasa H. Keesee
oraz Eduardo Lautieri, były symptomatyczne dla wszystkich nadużyć
tego rodzaju: nie dysponując żadną infrastrukturą do prawidłowego
inwestowania środków na rynku Forex, zapewniali o tym, że posiadają
własną "Currency Management Team", która
od pięciu lat przynosi zyski rzędu sto procent i na czele której
stoi "a world-renowned institutional money manager",
który w dodatku jest uważany za "Top 10 certified
and rated trader" (niestety nie precyzowali, kto
nadał mu ten tytuł).
W tym wypadku reakcja organów
nadzoru była bardzo sprawna, ale szybkość ta wynikała głównie
z faktu, że oszuści podjęli działalność tuż pod bokiem Securities
and Exchange Commission, w Fort Lauderdale na Florydzie. Tymczasem
większość podobnych "brokerów" oferuje swoje usługi
w innych jurysdykcjach niż ich siedziba, szczególnie często
posługując się adresami w centrach finansowych Dalekiego Wschodu.
Przykładowo, w ocenie Securities and Futures Commission z Hong
Kongu do typowych "boiler rooms" należy np. spółka Bentley International Management Ltd z siedzibą w Hong Kongu,
przed którą ostrzeżenie publiczne wydała również polska Komisja Papierów Wartościowych
i Giełd. Spółkę Bentley wzmiankuje w podobnym kontekście
również holenderski Autoriteit
Financiële Markten.
"Boiler rooms" organizują
profesjonaliści i dlatego ich sposób działania jest mniej schematyczny
niż programów HYIP, a przy tym ewoluuje wraz z rynkowymi trendami.
Dlatego, gdy modne stało się finansowanie startupów dla drobnych
przedsiębiorstw przez niezależnych inwestorów (nieskromnie
reklamujących się jako "aniołowie biznesu"), natychmiast
na rynku tym pojawiły się "kotłownie". W 2005 r.
brytyjski Financial Services Authority ostrzegał, że przedstawiciele
takich nieuczciwych brokerów zajmują się pośrednictwem w pozyskiwaniu
inwestorów kapitałowych, a następnie znikają ze środkami uzyskanymi
w celu opłacenia podwyższonego kapitału (więcej można przeczytać
w publikacji "FSA warns of new boiler room threat"). Natomiast obecnie
należy się spodziewać ich aktywności na rynku spekulacji metalami
oraz derywatami opartymi na cenach surowców i metali z uwagi
na surowcową bańkę spekulacyjną, która ogarnęła rynki światowe.
Zresztą, tego rodzaju surowcowe "kotłownie" istnieją
już od lat, o czym świadczy sprawa Amitex Investment Services
Ltd., która doprowadziła do poszkodowania tysiąca inwestorów
ze Stanów Zjednoczonych, lokujących środki w programach opartych
na rzekomym zakupywaniu złota, srebra, miedzi oraz oleju opałowego,
dopóki działalność Amitexu nie została przerwana przez organa
ścigania w 2003 r. (więcej na ten temat można przeczytać na
stronie amerykańskiego Departamentu
Sprawiedliwości oraz w serwisie "Bahamas
News").
Jak rozpoznać "boiler
room"?
Istnieje wysokie prawdopodobieństwo,
że z "boiler room" związany jest makler /
broker, który kontaktuje się za pomocą poczty elektronicznej,
telefonu bądź faksu z osobą, która nigdy wcześniej
nie utrzymywała z kontaktów z jego firmą, a w kraju,
gdzie mieszka osoba, której chce sprzedać instrumenty
finansowe jego firma nie posiada oddziału albo przedstawicielstwa,
ani nie uzgodniła podjęcia działalności maklerskiej
z miejscowymi organami nadzoru w formie przewidzianej
przez lokalne prawo (notyfikacja, zezwolenie, itd.).
|
Internetowe manipulacje instrumentami
finansowymi
Jeszcze niedawno przestępstwa
w stylu "boiler room" były charakterystyczne głównie
dla państw, gdzie tego rodzaju marketing telefoniczny (tzw. cold calls)
jest dozwolony przez prawo i często stosowany na rynku maklerskim.
Jednakże wraz z rozwojem Internetu marketing telefoniczny znalazł
przedłużenie w masowym rozsyłaniu spamu oraz ofertach za pomocą
stron internetowych, często intensywnie reklamowanych za pomocą
linków sponsorowanych. Któż z nas nie zaufa listowi elektronicznemu
od renomowanej "financial corporation" ze Stanów
Zjednoczonych? Sam niedawno otrzymałem taką wiadomość, zachęcającą
mnie do nabycia akcji Koko Petroleum, co jest o tyle ciekawe,
że sama spółka od wielu miesięcy odcina się od autora tych
wiadomości (o czym poinformowała w specjalnym komunikacie prasowym).
Warto zauważyć, że pogłoski
internetowe są dużo bardziej charakterystyczne dla rynku akcji
niż walut: ich ulubionym obiektem są akcje spółek o niskiej
kapitalizacji i niewielkiej płynności, ponieważ ich kursem
można manipulować za pomocą odpowiedniej liczby elektronicznych
wiadomości. Inna jest też struktura zysków wirtualnych "kotłowni":
ich telefoniczne odpowiedniki zakładają maklerzy zarabiający
na prowizjach od absurdalnych transakcji, natomiast w Internecie
działają raczej zazwyczaj inwestorzy, którzy kupują pakiety
śmieciowych akcji albo kontraktów, a następnie usiłują je sprzedać
z zyskiem, podbijając ich kurs odpowiednimi plotkami.
Jednym z pierwszych opisanych
przypadków działań tego rodzaju była akcja mailingowa 24-letniego
obywatela Australii, George Hourmouzisa, który wysłał w świat cztery miliony e-maili
z wiadomością, że wartość akcji spółki Rentech wzrośnie w najbliższym
czasie z ok. 33 centów do więcej niż trzech dolarów. Po przesłaniu
tej wiadomości cena akcji się podwoiła, a wzrost obrotów osiągnął
1.600 %. Pomysłowy Australijczyk miał jednak pecha - obrót
akcjami Rentechu został zawieszony, a on sam dostał wyrok dwóch
lat więzienia. Kolejny oszust tego rodzaju, Jeremy Jaynes wysyłał
dziennie 10 milionów e-maili, doradzających m.in. inwestycje
w akcje śmieciowe. Co prawda Jaynes zyskiwał tylko jednego
klienta na 30 tys. wysłanych e-maili, ale i tak dawało mu to
miesięczny utarg w granicach 400 do 750 tys. dolarów (więcej
na jego temat pisał magazyn CEO w artykule "Superłowca
idiotów").
Inny przedmiot działalności
wirtualnych "kotłowni" stanowią programy komputerowe
z systemami transakcyjnymi, które służą do automatycznego zarządzania
pozycjami. W rzeczywistości są one równie ścisłe, jak programy do obliczania biorytmów,
które pamiętam jeszcze z czasów, gdy na rynku komputerów królowały
stare Atari. Wystarczy zacząć czytać renomowane prognozy walutowe
z tygodniowym opóźnieniem, aby stwierdzić, że nawet umiejętności
prawdziwych wirtuozów analizy technicznej przynoszą ograniczone
rezultaty. W dużo większym stopniu dotyczy to szablonowych "systemów",
których twórcy obiecują podwojenie kapitału w kilku posunięciach
!
Jak rozpoznać
internetową manipulację instrumentem finansowym?
1. W
żadnym cywilizowanym państwie legalnie działający makler
nie oferuje swoich usług rozsyłając spam z sensacyjnymi
nagłówkami w stylu "This st0ck is rea4y to
ro11!" (ta błędna pisownia ma na celu zmylenie
filtrów antyspamowych).
2. Nie ma sensu analizować
wiadomości na grupach dyskusyjnych w stylu "dostałem
poufną wiadomość, że zagraniczni wychodzą z GPW, więc
złotówka będzie spadać" albo "mam
pewne info, że Karkosik będzie wchodził w spółkę... ".
Jak to ładnie ujął mistrz Lao-tsy: "Ci, którzy
wiedzą, nie mówią - ci, którzy mówią, nie wiedzą".
|
Podsumowanie
Zazwyczaj drobny inwestor
nie posiada dogłębnej wiedzy na temat rynku wymiany walutowej,
stąd jego strategia inwestycyjna opiera się na nieporadnych
próbach prowadzenia analizy fundamentalnej ("dolar
spadnie, bo Chińczyki trzymają się mocno"), albo
staje się całkowicie zależny od analizy technicznej, z napięciem
śledząc przebiegi niezrozumiałych dla profanów szlaczków zwanych
wstęgami Bollingera oraz oscylatorami stochastycznymi. Takie
osoby - o wyobraźni rozpalonej lekturą not biograficznych George Sorosa i Warrena
Buffeta - łatwo angażują się w poszukiwanie prawdziwego
Świętego Graala rynków finansowych w postaci uczciwego programu
HYIP, genialnej inwestycji rekomendowanej przez doradców z "kotłowni" albo
stuprocentowo skutecznego systemu transakcyjnego. Aby uniknąć
ich losu, przed podjęciem jakichkolwiek decyzji inwestycyjnych
warto jest przedsięwziąć kilka prostych działań:
1. Zanim
zaczniesz korzystać z usług maklera, ustal w jakiej
jurysdykcji uzyskał swoją licencję i czy organa nadzoru
w tej jurysdykcji nie wnoszą zastrzeżeń do jego działalności.
Wbrew pozorom, przy użyciu Internetu jest to bardzo
łatwe zadanie. Sprawdź również, czy organizacje ponadnarodowe
nie wnoszą globalnych zastrzeżeń do sposobu pracy maklerów
w tej jurysdykcji. Poza wyjątkowymi, dobrze udokumentowanymi
wypadkami nie wierz w wyjaśnienia w stylu "organy
nadzoru uwzięły się na mnie" albo "ci
zawistni biurokraci zazdroszczą mi sukcesu";
2. Poszukaj
wiadomości na temat maklera z którym chcesz współpracować
w miejscach, gdzie często pojawiają się informacje
o oszustach oraz legalnych uczestnikach rynku. Należą do nich m.in. National Futures Association (prowadzi bazę o nazwie Background Affiliation Status
Information Center) oraz Commodity Futures Trading Commission. Warto
również sprawdzić zawartość serwisu prowadzonego przez
U.S. Securities and Exchange Commission, w tym bazę EDGAR. Nie mniej istotne źródło informacji stanowią
zaangażowani amatorzy, którzy często sami kiedyś się
sparzyli na nierzetelnych doradcach inwestycyjnych
albo prywatne instytucje, które zarabiają dostarczając
podobnych informacji. Dlatego warto zajrzeć do serwisu Offshore
Business, prowadzonego przez KYC News Inc., w tym
na jego forum
dyskusyjne. Można również sprawdzić serwis amatorski
w formie i profesjonalny w treści serwis Quatloos! prowadzony przez Financial & Tax Fraud
Associates oraz forum dyskusyjne Alabama Against
Fraud. Długą listę fałszywych programów HYIP zawiera
serwis HYIP Monitor,
aczkolwiek jego twórcy są wyznawcami mitu istnienia "prawdziwych" programów
inwestycyjnych HYIP. Natomiast obszerne zestawienie
typowych oszustw związanych ze spamem na temat akcji
śmieciowych można znaleźć na stronie dr. Roberta J. O'Hara;
3. Zachowaj
czujność wobec maklerów, którzy jednoznacznie rekomendują
bardzo wysokie lewarowanie transakcji albo inne ryzykowne
strategie inwestycyjne. Solidna firma maklerska stara
się bezpiecznie zarządzać swoim ryzykiem związanym
z poradami udzielanymi klientom i z tej przyczyny trudno
uzyskać od niej opinie o bardzo kategorycznym charakterze.
Profesjonalistę rozpoznaje się po tym, że niczym grecka
Pytia głosi komentarze w stylu "nie można
wykluczyć, że akcje będą spadać, ale istnieją również
pewne sygnały, że mogą wzrastać, więc zalecamy, aby
nie ulegać emocjom i uważnie śledzić sytuację na rynku".
Może to niekiedy irytować klientów, ale zarazem jest
całkowicie zrozumiałe w przypadku maklera, który jest
nastawiony na długofalowe budowanie swojej marki. Dlatego
makler, który w sposób kategoryczny i jednoznaczny
zaleca nam przyjęcie bardzo ryzykownej strategii inwestycyjnej
często okazuje się żółtodziobem albo oszustem;
4. Zawsze
bądź sceptyczny wobec maklerów, którzy obiecują wielkie
zyski, ale nie potrafią przedstawić wiarygodnego wyjaśnienia,
w jaki sposób zamierzają je wypracować.
|
Nota prawna: Przed użyciem
strony "HYIP / Forex" proszę nie
zapomnieć o zapoznaniu się z "Warunkami
korzystania z portalu".
Skarbiec.Biz publikuje na
bieżąco najszerszy na rynku wybór informacji na temat dostępnych ofert
inwestycyjnych. Opracowane przez Skarbiec.Biz e-booki "Biblioteczka
inwestora" oraz "Encyklopedia prawa" są
największymi tego rodzaju przedsięwzięciami w polskojęzycznej
części Internetu.
Na "Skarbiec.Biz" składa się już ponad
2.500 stron internetowych. By pomóc Czytelnikom w odnalezieniu
się w takiej ilości materiału, opracowałem mapę
portalu.
Zachęcam również do korzystania
z wewnętrznej wyszukiwarki internetowej, która znajduje się w
prawnym, górnym rogu każdej strony serwisu.