
Oporna Temida w sprawie doktora Jana
[13.07.2011] W Sądzie Okręgowym w Warszawie toczy się sprawa doktora Jana K. - jednego z najbogatszych Polaków. K. oskarżany jest przez byłą wspólniczkę biznesową o oszustwo w postaci wyłudzenia pieniędzy.
Chodzi o co najmniej 100 tysięcy dolarów. K. grozi do ośmiu lat więzienia. Jego proces posuwa się do przodu nadzwyczaj wolno. Historia zaczęła się w sierpniu 2006 r. Doktor Jan K. zawarł wówczas znajomość z Edytą S. - Polką mieszkającą na stałe w Dubaju (Zjednoczone Emiraty Arabskie), żoną mieszkającego tam Irakijczyka, wspólnika jednej z najbardziej wpływowych rodzin w kraju. K. zaproponował Edycie S. podjęcie współpracy przy inwestycjach Kulczyk Holding w Dubaju. Edyta S. miała zorganizować spotkanie z szejkiem Hasherem bin Maktoum al - Maktoum - lokalnym przywódcą i zarazem biznesmenem prowadzącym spółkę Al-Fajer. Firma jest liderem na lokalnym rynku nieruchomości. Kobieta miała również namówić szejka do objęcia współpracy tzw. "patronatem sponsorskim".
Potrzebny patronat
W Dubaju każdy może zarejestrować działalność gospodarczą. Dlaczego więc Kulczyk Holding tak bardzo zabiegał o spotkanie z szejkiem i wciągnięcie go do interesu? Sprawa rozbiła się o prestiż firmy. Według arabskiego prawa, warunkiem koniecznym do tego, aby zarejestrować i urządzić siedzibę spółki w biurowcu na terenie Dubaju jest uzyskanie patronatu przedstawiciela rodziny panującej. Ten przepis de facto podzielił wszystkie przedsiębiorstwa zagraniczne w Zjednoczonych Emiratach Arabskich na dwie kategorie: prestiżowe - objęte patronatem lokalnych władców (a do nich zaliczał się szejk) i normalne - nie posiadające patronatu i nie mające prawa działać w ekskluzywnych biurowcach.
Był jeszcze drugi powód: szejkowie z ZEA są głównymi wykonawcami wszelkich inwestycji w krajach Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej - głównie inwestycji związanych z rozwojem infrastruktury (budowa dróg, osiedli, pałaców, biurowców). Do tych inwestycji angażują jedynie firmy znajdujące się pod ich patronatem, w zamian za co otrzymują część zysków. Szejk arabski staje się więc nieformalnym przedstawicielem handlowym swoich spółek.
Dzięki swoim kontaktom zdobywa intratne zlecenia, a swoim autorytetem poręcza za rzetelność ich wykonania. Firmy nie posiadające patronatu sponsorskiego szejka w ogóle nie są dopuszczane do przetargów publicznych. - Jan K. chciał zarabiać pieniądze na inwestycjach w nieruchomości - głównie na budowie biurowców i dróg w północnej Afryce i krajach Bliskiego Wschodu - opowiada "Gazecie Finansowej" Edyta S. W tej sytuacji uzyskanie patronatu sponsorskiego stało się dla Kulczyk Holding sprawą kluczową do prowadzenia dalszych inwestycji.
Opłacalna współpraca
Zorganizowanie spotkania z szejkiem w Zjednoczonych Emiratach Arabskich to kosztowny zaszczyt. Zorganizowanie kilku spotkań, które mogą zapoczątkować współpracę to koszt większy. Można na to wydać nawet około 100 tys. dol. Kulczyk Holding pisemnie zobowiązał się więc zwrócić Edycie S. koszty, które pokryła na doprowadzenie do współpracy holdingu i szejka Hashera. Z zeznań Edyty S. i z przedstawionych przez nią dokumentów wynika, że w wypadku uzyskania akceptacji dostojnika, miała dalej otrzymywać części zysków z wszystkich przedsięwzięć realizowanych przez holding wspólnie z szejkiem. Edyta S. zaczęła więc organizować wielkie finansowe przedsięwzięcie.
Podpisany kontrakt
W efekcie, w listopadzie 2006 roku doszło do pierwszego spotkania w Dubaju. Szejk Al - Maktoum przyjął w swoim biurze prezesa holdingu - doktora Jana K., jego zastępcę Dariusza M. i Edytę S. W spotkaniu uczestniczył również Shahram Abdullah Shadeh - dyrektor zarządzający spółki Al Fajer. "Celem powyższego spotkania było omówienie zasad przyszłej współpracy między Kulczyk Holding reprezentowanej przez Jana K., firmą Al. Fajer reprezentowaną przez szejka Hashera oraz pokrzywdzoną" - czytamy w aktach sprawy.
Negocjacje trwały kilka miesięcy. Ich finałem było kolejne spotkanie, które odbyło się 2 kwietnia 2007 r. w gabinecie szejka w Dubaju w osławionej na cały świat Emirates Tower. Ustalono wówczas, że Jan K. zarejestruje swoją firmę w Dubaju pod patronatem sponsorskim szejka oraz kupi od firmy Al-Fajer budynek biurowy w biznesowej części miasta. Umowa została sfinalizowana i podpisana.
Równocześnie Edyta S. otrzymała mailem zapewnienie, że otrzyma zwrot kosztów, a późniejsze wynagrodzenie będzie wypłacane na jej konto sukcesywnie w kolejnych etapach realizacji inwestycji. Zaproponowane kwoty rażąco odbiegały od wcześniejszych ustaleń. Według zeznań Edyty S. zawarta w mailu propozycja zwrotu kosztów stanowiła połowę rzeczywiście pokrytych. E-mail zawierał również propozycję przyszłych zysków - miały one być jednak niższe niż wcześniej ustalono. Kobieta propozycję odrzuciła i domagała się wypłacenia takich kwot, jakie ustalono wcześniej.
Na to nie zgodzili się jednak pracownicy Kulczyk Holding. S. otrzymała mailem informację, że holding zrywa z nią współpracę. W efekcie, jak twierdzi, nie otrzymała zwrotu poniesionych kosztów ani należnych wynagrodzeń. Z szejkiem Al - Maktoum oczywiście współpracy nie zerwano. Zarejestrowano firmę w Dubaju pod patronatem sponsorskim szejka i zakupiono nieruchomości. Holding rozpoczął działalność w Dubaju (trwa ona do dzisiaj).
Oporna Temida
Kobieta postanowiła walczyć o swoje interesy. Próby polubownego załatwienia sprawy okazały się jednak bezskuteczne. W efekcie Edyta S. zawiadomiła prokuraturę o popełnieniu przestępstwa z art. 286 kodeksu karnego. Przewiduje on karę do ośmiu lat pozbawienia wolności za zmuszenie innej osoby do niekorzystnego rozporządzenia mieniem lub wprowadzenie jej w błąd w tym celu. W prokuraturze przedstawiła wszystkie dokumenty oraz mailową korespondencję z pracownikami holdingu. Prokuratura Rejonowa Warszawa Śródmieście (sygn. akt. 4 Ds. 2589/09) odmówiła jednak wszczęcia śledztwa, uzasadniając to "brakiem znamion czynu zabronionego". Prawnicy Edyty S. zaskarżyli decyzję do sądu. 10 marca 2010 r. Sąd Rejonowy dla Warszawy Śródmieścia decyzję prokuratora uchylił i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania.
"Niezrozumiałe jest postępowanie prokuratury, która nie wezwała nawet pokrzywdzonej na przesłuchanie" - czytamy w uzasadnieniu postanowienia sądu. Sąd zalecił również prokuraturze przesłuchać prezesa holdingu, Dariusza M., a także samego Jana K. Prokuratura sprawę zarejestrowała pod sygnaturą 4 Ds. 674/10 i wszczęła śledztwo. Edytę S. przesłuchano oraz zgromadzono wszystkie ważne dla sprawy dowody. Wbrew zaleceniom sądu, nie przesłuchano natomiast Dariusza M. i Jana K. Ku zdumieniu samej pokrzywdzonej i jej adwokatów, także tym razem prokuratura sprawę umorzyła wobec "braku znamion czynu zabronionego".
W rezultacie, adwokat Edyty S. wysłał do Sądu Rejonowego dla Warszawy Śródmieścia subsydiarny akt oskarżenia przeciwko Janowi K. Zażądał, aby sąd wymierzył mu karę pozbawienia wolności, przewidzianą przepisami kodeksu karnego, a równocześnie zobowiązał go do naprawienia szkód, czyli do zwrotu pieniędzy Edycie S. wraz z odsetkami. Sąd Rejonowy przekazał sprawę Sądowi Okręgowemu jako właściwemu do prowadzenia sprawy z uwagi na wysokość sum, których domaga się pokrzywdzona.
Nastąpiła kolejna niespodzianka: adwokaci oskarżonego złożyli wniosek o umorzenie sprawy z uwagi na niską szkodliwość społeczną czynu. Prowadzący sprawę sędzia podzielił ich stanowisko. Sprawę umorzono. Poszkodowana odwołała się więc do Sądu Apelacyjnego, a ten przyznał jej rację i postanowienie o umorzeniu sprawy uchylił. Sprawa ostatecznie trafiła do Sądu Okręgowego w Warszawie. Następną rozprawę zaplanowano na 5 sierpnia, a sąd zdecydował się wezwać prezesa holdingu Dariusza M. Prawnicy Edyty S. walczą o to, aby w końcu w sądzie stawił się sam doktor Jan K.
Zapowiada się więc wielomiesięczna, jeśli nie wieloletnia batalia sądowa. Na temat zarzutów Edyty S. i toczącego się postępowania próbowaliśmy porozmawiać z rzecznikiem prasowym Kulczyk Holding i samym Janem K. Wysłane do nich maile pozostały jednak bez odpowiedzi.
Leszek Szymowski
źródło: "Gazeta Finansowa"