Metale szlachetne - w szczególności złoto - jest od tysiącleci uznawane za bezpieczną lokatę kapitału na trudne czasy. W czasach kryzysów, w czasach wojen i niepokojów, ludzie sięgali po metale szlachetne jeśli chcieli zabezpieczyć majątek. Również jeśli ktoś się bogacił, prędzej czy później część majątku lokował w złocie, srebrze, biżuterii i dziełach sztuki - jako zabezpieczenie na czarną godzinę. Nie zmieniło tego wprowadzenie pieniądza papierowego, ani też odejście od możliwości jego wymiany na złoto w połowie XX wieku. Choć metale szlachetne formalnie stały się wówczas towarem jak każdy inny, ekonomiści od lat obserwują, że są towarem o szczególnych cechach. I kiedy na horyzoncie pojawia się kryzys, cena złota, a także srebra czy platyny zaczyna piąć się w górę.
Hossa na rynku złota
Od upadku banku Lehman Brothers we wrześniu 2008 roku, symbolicznego początku obecnego kryzysu finansowego, cena złota w dolarach nieustannie rośnie. W tamtym okresie za uncję złota płacono około 800 dolarów, dzisiaj cena jest ponad dwukrotnie wyższa i zbliża się powoli do psychologicznej granicy 2000 dolarów za uncję - poziomu, którego nie osiągnęła nigdy w historii. Najbardziej zbliżyła się do niego 6 września 2011 roku, kiedy w Nowym Jorku cena złota wyniosła historyczne maksimum 1923,7 dolara za uncję.
Warto wspomnieć, że jeszcze na początku 2008 roku kiedy cena złota sięgała 1000 dolarów, a rząd amerykański zdawał się panować nad sięgającym wtedy zenitu kryzysem na rynku nieruchomości, ekonomiści sugerowali, że złoto jest przewartościowane i jego cena będzie spadać. Zwłaszcza, że od kilku lat jego cena nieustannie rosła. Faktycznie, przez kilka miesięcy obserwowano wahania, aż do września, kiedy cena znowu wystrzeliła w górę. Od tego momentu przez cały 2009 i 2010 cena systematycznie rosła, w 2011 roku wzrost uległ nawet dalszemu przyspieszeniu, a to ze względu na spadek wartości dolara, po tym jak agencje ratingowe zaczęły poddawać w wątpliwość niezachwianą dotąd wypłacalność USA. Wzrost ceny złota w ostatnich pięciu latach pokazuje Wykres 1:
Wykres 1: Cena złota do dolara w latach 2007 - 2011

Obecnie cena złota znów podlega wahaniom, generalnie jednak rośnie, ponieważ rośnie na nie popyt. Jak podaje World Gold Council światowy popyt na złoto w 2011 roku wzrósł jak dotąd o 6 proc. w stosunku do 2010 roku, zaś popyt na złoto lokacyjne (sztabki i monety) aż o 29 proc. w stosunku do minionego roku. To jednoznacznie pokazuje, że wzrost spowodowali przede wszystkim inwestorzy, w tym m.in. banki centralne i fundusze inwestycyjne.
Złoto nabiera popularności szczególnie w Europie, dotkniętej przez kryzys zadłużeniowy i narastające wątpliwości co do przyszłości wspólnej waluty - Europejczycy kupili o 135 proc. złota więcej niż rok wcześniej. Również banki centralne niektórych krajów rozwijających się (np.: Boliwii, Rosji czy Tajlandii) przyznają, że zwiększają swoje rezerwy w złocie. Złoto w dużych ilościach nieoficjalnie skupują również Chiny.
Zmienia się także struktura popytu - tradycyjnie około 50 proc. popytu zapewniała branża jubilerska, przeszło 35 proc. stanowił popyt inwestycyjny, a poniżej 15 proc. przemysłowy (głównie branże elektroniczna i dentystyczna). Tymczasem w trzecim kwartale 2011 roku popyt inwestycyjny przekroczył łączny popyt branży jubilerskiej co pozwala szacować, że jeśli trend się utrzyma, z końcem roku znacząco się do siebie zbliżą. Szczególnie, że kryzys nie sprzyja jubilerom, a branża doświadcza znacznego spowolnienia. W tym kontekście, biorąc pod uwagę stosunkowo stałą wielkość podaży złota (wzrost wydobycia nie przekracza 5 proc. rocznie) prawdopodobieństwo dalszego wzrostu cen złota znacząco rośnie. Rosnąć może również cena w stosunku do dolara, ze względu wahania jego kursu z tendencją raczej spadkową.
Metale szlachetne, a kryzysy gospodarcze
Widoczne obecnie zjawisko rosnącej cena złota wobec trudnej sytuacji na rynkach nie jest niczym nowym. Jeśli spojrzeć na jego cenę, a także na ceny innych metali szlachetnych - srebra i platyny - w ciągu ostatnich 50 lat dość wyraźnie widać wahania jakie były skutkami kryzysów gospodarczych. Przedstawia to Wykres 2:
Wykres 2: Zmiana cen złota, srebra i platyny w stosunku do dolara w okresie 50 lat

Kiedy od lat 60-tych, po upadku systemu Bretton Woods zrezygnowano z pełnej wymienialności dolara na złoto ceny kruszców w stosunku do dolara utraciły względną stabilności zaczęły wahać się jak ceny innych towarów.
Pierwszy wyraźny wzrost nastąpił w latach 1973-1974 podczas kryzysu naftowego, kiedy ceny kruszców zaczęły znacząco rosnąć. Kolejny wzrost miał miejsce z końcem lat 70-tych, kiedy ceny kruszców rosły głównie ze względu na bardzo wysoką inflację. Powodowała ona ucieczkę inwestorów od tracących na wartości walut do trzymających cenę metali szlachetnych. Ich ceny zaczęły spadać na początku lat 80-tych wraz z poprawą sytuacji fiskalnej.
Ponowny wzrost nastąpił wraz z kryzysem zadłużeniowym w Ameryce Południowej, po kolejnym okresie spadków wzrost wzmógł się w czasie kryzysu drugiej połowy lat 80-tych. W latach 90-tych kruszce zachowały względną stabilność, tak jak świat przeżywał okres prosperity po upadku komunizmu, co trwało aż do roku 2000 - bańki internetowej, zamachów 11 września i będących ich konsekwencją wojen w Afganistanie i Iraku. Od tego okresu ceny metali szlachetnych zaczęły rosnąć.
Pewien spadek miał miejsce pod koniec 2008 roku, kiedy interwencje wielu rządów na całym świecie dały przez chwilę złudzenie, że świat nie wpadnie w kryzys wywołany krachem na amerykańskim rynku nieruchomości. Nasilające się już jednak wtedy spowolnienie gospodarcze odbiło się na cenach srebra i platyny - na które popyt ma głównie przemysłowy charakter - spychając ceny dużo bardziej w dół, niż w przypadku złota. Kryzys nieruchomości przerodził się jednak w kryzys finansowy, który spowodował że rządy wsparły miliardami i częściowo znacjonalizowały swoje sektory bankowe. W efekcie doprowadziło to do trwającego obecnie kryzysu zadłużeniowego. A metale szlachetne cały czas są w cenie.
Warto też dodać, że szczególnie w przypadku złota brak jest możliwości znaczącego spadku jego ceny poprzez większy wzrost podaży. Wydobycie złota jest na stosunkowo stałym poziomie co powoduje, że cenę kształtuje głównie popyt, a i ten jest mało elastyczny. Nieco inaczej sytuacja wygląda w przypadku srebra i platyny, które w przeciwieństwie do złota są w większości "zużywane" w różnych branżach przemysłowych, gdzie popyt zależy również od koniunktury w danej branży. Z tego powodu wahania obu metali są znacznie większe niż złota, a również często występują bodźce korygujące cenę w dół. Sprawia to, że znacznie trudniej jest inwestować w srebro czy platynę jako instrument lokaty i zabezpieczania kapitału.
Złoto jako środek płatniczy?
Nie ulega wątpliwości, że złoto jest od lat w cenie i od lat wielu ekonomistów i ekspertów sugeruje, że być może świat powinien wrócić do złota, a nawet srebra jako środka płatniczego. Inni ekonomiści, przede wszystkim reprezentanci banków centralnych, kategorycznie odrzucają tę możliwość. Debata jest pełna kontrowersyjnych tez, bo zderzają się w niej sprzeczne interesy rządów i branży zajmującej się wydobyciem i handlem złotem.
Rezygnacja z czysto papierowego pieniądza zmieniłaby układ sił i odebrała rządom wiele narzędzi polityki gospodarczej. Równocześnie na znaczeniu zyskały by złoża i ich lokalizacja. Mogło by to spowodować falę kolejnych problemów dla świata - wiele terenów złotonośnych leży w krajach rozwijających się lub wręcz biednych, a kontrolę nad wieloma z nich toczą się różne konflikty czy nawet wojny. Powrót do złota, z pewnością nie pomógłby w rozwiązaniu tych konfliktów.
Ryzyko inwestowania w złoto
Wobec nasilającego się kryzysu i rosnącej niepewności inwestorzy zwracają się w stronę metali szlachetnych, co jest zrozumiałe i racjonalne. Jednak z drugiej strony ostatnia hossa na rynku złota trwa już 11 rok z rzędu - po raz pierwszy tak długo od lat 20. XX wieku. Nasuwa się pytanie jak długo może jeszcze potrwać? Eksperci nie są zgodni, choć wielu wskazuje, że przesilenie może przyjść gdy nadmiernie zadłużone kraje poradzą sobie ze swoimi zobowiązaniami w skutek zacieśniania polityki fiskalnej.
Udało się to już części mniejszych krajów - jak Islandia czy Estonia - które bardzo mocno odczuły kryzys w 2008 roku, ale szybko się zreformowały i już dziś wróciły na ścieżkę wzrostu, a ich dług zaczął maleć. Inaczej jest w przypadku większych krajów europejskich - jak Hiszpania czy Włochy - ale tutaj działania Unii powinny w końcu doprowadzić do jakiegoś rozwiązania. Jeśli świat zacznie wracać na ścieżkę wzrostu, a rynki uznają to za odwrócenie trendu, ceny metali szlachetnych zaczną spadać i być może dojdzie nawet do uznania ich za bańkę spekulacyjną.
Warto pamiętać, że inwestowanie w złoto ma jedną podstawową wadę - pozwala zarobić tylko jeśli cena rośnie, a zatrzymać wartość kapitału, dopóki nie spada poniżej ceny zakupu. W odróżnieniu od akcji czy obligacji złoto nie płaci ani dywidendy ani odsetek, a to właśnie te korzyści motywują większość inwestorów do długoterminowego zaangażowania w papiery wartościowe. Samo zarabianie na wahaniu cen to mało, bo hossa zawsze w końcu się kończy. Skończy się także na rynku złota, tak jak i innych metali szlachetnych - choć oczywiście wciąż pozostaje otwarte pytanie - kiedy?
Tomasz Aleksandrowicz
Treści dostarcza miesięcznik KAPITAŁOWY