Grzegorz Zalewski
http://zdystansem.salon24.pl/11893,index.html
Teksty dla
naiwnych, czyli o "dziennikarstwie" finansowym W
16 numerze tygodnika Wprost pojawił się materiał
Aleksandra Pińskiego "Fundusze
naiwnych". Tekst pozornie wygląda
na obnażający pewne aspekty specyficznego rodzaju funduszy
inwestycyjnych.
Niestety faktycznie wygląda, jak artykuł sponsorowany
przez konkurencję. No chyba że sponsorem jest niewielka
wiedza autora na ten temat (z moich doświadczeń z dziennikarzami
często wygląda tak, że firma konkurencyjna niby to mimochodem
rzuca news, a dziennikarz z niewielką wiedzą daje się
wpuścić w maliny).
Zacznijmy od początku. Od niedawna na naszym rynku pojawiła
się nowa klasa instytucji finansowych. Firm założonych
przez ludzi, którzy przez lata działali w branży inwestycyjnej
i w pewnym momencie podjęli decyzję, że zakładają własny
biznes. Biznes firmowany własnym nazwiskiem, a nie logo
wielkiej instytucji. Na całym cywilizowanym świecie to
klasyczna ścieżka rozwoju. Zarządzający pracuje w wielkiej
uznanej instytucji. Gdy wyrobi sobie markę wśród klientów
odchodzi i zakłada własną firmę. Zwykle przynajmniej
część klientów idzie za nim - bo dla nich liczy się ten
konkretny człowiek, ze swoimi umiejętnościami, a nie
firma XYZ.
W Polsce takimi firmami
są Investors TFI oraz Opera TFI. To one są "czarnymi
bohaterami" materiału we Wprost
z podtytułem "niezależne fundusze inwestycyjne obdzierają
ze skóry swoich klientów".
Dalej autor próbuje troszczyć się o pieniądze inwestorów,
którzy powierzają je Operze i Investors pisząc "wprowadzili
system pobierania wynagrodzenia, dzięki któremu w ubiegłym
roku pobrali od pieniędzy inwestorów ponad dwukrotnie
wyższą prowizję, niż od takich samych pieniędzy odliczyłyby
polskie (jedne z najdroższych na świecie) fundusze inwestycyjne".
No dobra, zobaczmy jak to wygląda. Polskie fundusze
akcyjne pobierają przeciętnie ok. 4-5 proc. opłaty dystrybucyjnej
tzw. "up-front load", czyli płaconej na początku inwestycji,
która pomniejsza pieniędze, które będą faktycznie pracować.
Czyli wpłacając 100 zł, fundusz zacznie zarządzanie 95
zł (5% prowizji). Następnie w skali roku pobierana jest
tzw. opłata za zarządzanie, która faktycznie w Polsce
jest jedną z najwyższych i wynosi ok. 3-4 % od AKTYWÓW.
Czyli jeśli fundusz zarobi 20 procent w skali roku to
wynik ten jest pomniejszany właśnie o owe 3-4 proc. (opłata
ta naliczana jest codziennie, lub co miesiąc i nie jest
widoczna, ale każdy fundusz jasno pisze o jej wysokości.)
Choć nie widoczna, to jest to opłata bardzo obciążająca
inwestora, właśnie dlatego, że jest pobierana co roku
naliczana jest od coraz większej kwoty (jeśli fundusz
rośnie) czyli od aktywów.
Załóżmy, że mamy do czynienia z inwestycją 15 letnią,
która co roku przynosi nam 20 procent (raj, który nie
istnieje). Po tym okresie nasze 100 zł wzrośnie do 1540
PLN. Fundusz, który zabierze nam 5 procent na początku,
przy tych samych parametrach odda nam 1463.7 PLN.
Fundusz który pobiera 2 proc. opłaty za zarządzanie
(i prowizje 5 proc. na początku) odda nam 1081 PLN, z
kolei taki w którym opłata wynosi 4 proc. - 793,4 PLN.
Różnice imponujące. No właśnie na tym polega "myk" związany
z tą opłatą. Nie widać jej, ale jest znacząca.
Aleksander Piński
pisze, że co prawda fundusze Opera i Investors mają owe
opłaty za zarządzanie niższe (widzimy
jakie mają przełożenie na nasze pieniądze) odpowiednio
1.75% i 2 proc."ale dodali 20 procentową premię
dla zarządzających, odtrącaną od osiągniętego zysku (Investors
FIZ potrąca,
gdy zysk przekroczy 15 procent) [...] Problem polega
na tym, że premia nie jest odliczana wtedy, gdy zarządzający
osiągną stopę zwrotu wyższą niż indeks giełdowy (to byłoby
właściwym miernikiem umiejętności zarządzających), tylko
od całego zysku. Wiśniewski i Kwiatkowski [czyli zarządzający
w obu firmach] chcą pobierać i od tego prowizję, jakby
była to ich zasługa".
Sensacja !!!
Okradają
nas w biały dzień!!
Niestety większej bzdury dawno nie czytałem. Choć w
czasie tej hossy sporo się pojawia materiałów, delikatnie
mówiąc pisanych przez amatorów.
Investors - o czym autor wspomniał w nawiasie pobiera
opłatę od zysku (tzw. performance fee) tylko wtedy gdy
fundusz zarobi 15 proc. Do tego momentu nie pobiera nic.
Bez względu na to czy jest na rynku akcji rośnie czy
spada. Co więcej, gdy fundusze nie będą zarabiały zostanie
im tylko opłata za zarządzanie - niższa niż w innych
funduszach agresywnych.
Wróćmy do wcześniejszego
przykładu. Przez 15 kolejnych lat fundusz spada co roku
o 5 procent (katastrofa, ale
takie też na szczęście rzadko się pojawiają). Jeśli pobiera
opłatę za zarządzanie w wysokości 4 procent, nasza inwestycja
wyniesie 23,50 PLN, jeśli ta opłata wyniesie 2% (Opera)
będzie to 33,10 PLN, jeśli będzie to 1.75 proc. (Investors)
będzie to 34,5 PLN.
Co jedna z opłatą za wynik w czasie wzrostów funduszu.
Investor FIZ i Opera FIZ to fundusze, które można zaklasyfikować
(z pewnymi zastrzeżeniami) do grona tzw. funduszy hedgingowych.
W skrócie oznacza to, ze mogą spekulować na takich rynkach,
na których klasyczne fundusze nie mogą. Dzięki temu w
czasie dekoniunktury na rynkach akcji (na której klasyczne
fundusze tracą a i tak pobierają od nas prowizję) mają
szansę przynosić swoim akcjonariuszom zysk. Pierwszy
tego rodzaju fundusz powstał pod koniec lat 50 w USA.
Wówczas też jako pierwszy wprowadził ten rodzaj opłaty
"za wynik" jako nagrodę za ponad przeciętne możliwości.
Inwestorzy to przyjęli. Co więcej ta konstrukcja opłat
motywuje zarządzających faktycznie do starania się o
osiągnięcie zysku. Ale nie jak chciałby autor tekstu
we Wprost, żeby być lepszym od indeksu - tylko systematycznie,
rok w rok.
Jak powiedział jeden z przedstawicieli branży funduszy
hedge "nie interesują nas gwiazdki przyznawane
przez różne gazety, ani to czy będziemy lepsi czy gorsi
od
indeksu. Chcemy tylko zarabiać pieniądze dla naszych
klientów - w każdym roku".
Tak pobierany w ten sposób pomniejsza zysk. Ale jest
pobierany tylko wówczas, gdy on faktycznie jest. A nie
zawsze jest.
Jako ciekawostkę podam tylko, ze autor nawet nie zająknął
się o tym, że opłatę dystrybucyjną oba fundusze mają
niższą niż przyjęta w branży. No ale nie byłoby sensacji. |