Szeroki dopuszczalny zakres działania, obejmujący inwestycje w Azji, Europie, USA oraz tzw. Global Emerging Markets (np. Brazylii, RPA, Meksyku, Rosji czy Indii), daje możliwość uzyskania, poprzez zakup jednostek tego subfunduszu, elementu globalnej dywersyfikacji portfela bez konieczności nabywania innych produktów.
Nastawienie na oczekiwane na danym rynku przyszłe wyniki i założenie przeglądu alokacji co najmniej raz na kwartał stwarza solidne podstawy do zainteresowania tym produktem. Oczywiście o ostatecznym wyniku będzie tu decydować sprawność zarządzającego i decyzje komitetu inwestycyjnego. Nabywca jednostek nie ma bowiem bezpośrednio wpływu na to, jaka będzie struktura inwestycji w czasie jej trwania.
Jest to wiec produkt pośredni pomiędzy działającymi na bazie mechanicznych algorytmów produktami opartymi na zmiennej alokacji, a produktami ściśle związanymi z zachowaniem jednego indeksu lub instrumentu. Szerokie możliwości inwestycyjne i brak ograniczeń czasowych to potencjalne zalety tego rozwiązania.
Z drugiej strony jest to fundusz inwestycyjny a nie produkt strukturyzowany więc nie mamy gwarancji kapitału ani ograniczeń potencjalnych strat. W porównaniu do produktów opartych o ubezpieczenia w przypadku zysków trzeba się też liczyć w przyszłości przy wyjściu z funduszu parasolowego z koniecznością podzielenia się zyskami z fiskusem.
Union InvestmentTFI poinformowało również o wdrożeniu procedur GIPSR czyli w dużym uproszczeniu międzynarodowych standardów pomiaru wyników inwestycyjnych. Chwalebne ale szkoda, że tego typu oczywiste skądinąd działania nie stały się jeszcze powszechnie stosowaną praktyką rynkową. Bo zastanówmy się czy któraś z firm farmaceutycznych chwali się, że przestrzega międzynarodowych standardów - każdy odpowie, że to przecież oczywiste.
Marzy mi się, by i w finansach takie kwestie były oczywiste. Kilka lat temu brak wprowadzenia tych procedur niektóre TFI tłumaczyły małą skalą rynku i sporymi kosztami. Potem rynek zaczął szybko rosnąć i nie było potrzeby walki o klienta takimi metodami - stawiano na wyniki historyczne, które według międzynarodowych standardów nie zawsze wyglądałyby aż tak zachęcająco, jak to pamiętamy z reklam niektórych TFI.
Teraz rynek jest już dość duży aby, to powiedzmy szczerze, dość elementarne narzędzie (choć jak każdy obowiązek wiążące się z pewnymi kosztami) stało się obligatoryjnym wśród firm zarządzających. Jeśli rynek tego nie wymusi dość szybko powinien się tym w interesie klientów zająć regulator. TFI mają obecnie (niestety) mniej pracy niż rok temu, więc to może dobry okres na wprowadzanie takich zmian. Jednolity obowiązek co prawda podniósłby koszty tym, którzy go jeszcze nie wprowadzili.
Natomiast patrząc z drugiej strony, wyrównałby ich koszty względem tych, którzy już dbają o profesjonalny poziom informacji dla inwestorów. Zapewniłby także niezwykle cenny dla inwestorów, choć nie zawsze teraz obecny, element porównywalności wyników pomiędzy podmiotami działającymi na rynku, a to zdecydowanie jest naszemu rynkowi potrzebne.
R.S.
Skarbiec.biz