Raport - kredyty hipoteczne
w 2007 r.
[23.04.2008] Miniony 2007 rok można śmiało
nazwać rokiem kredytów hipotecznych. Banki z rozmachem przyznawały
pieniądze na realizację naszych inwestycji, a my bez zahamowań
je przyjmowaliśmy. Przeżyliśmy krótką, lecz bardzo rentowną
erę tanich kredytów mieszkaniowych, cztery podwyżki stóp procentowych
oraz kryzys hipoteczny w USA. Kolejne wydarzenia sprawiły, iż
mimo świetnych perspektyw koniec roku nieco rozczarował - chyba
najbardziej finalnego odbiorcę, marzyciela - kredytobiorcę.
Rok 2007 na rynku kredytów hipotecznych
Łączna wartość zaciągniętych zobowiązań: 56 mld zł
Kredytobiorcy: 311 tys.
WIBOR: 4,25 - 4,50%
Okres kredytowania: do 50 lat
Marża: 0,25 - 1%
Średnia wartość pojedynczego zobowiązania kredytowego: 200 -
250 tys. PLN
Takiej koniunktury jeszcze nie było - pożyczyliśmy od banków
dużo ponad 56 mld PLN, kredyty hipoteczne zaciągnęło ok. 311
tysięcy kredytobiorców. Boom mieszkaniowy zaczął się dużo wcześniej,
ale to właśnie początek 2007 roku przyniósł ze sobą tą oszałamiającą
dynamikę. Nic dziwnego - popyt ogromny, ceny mieszkań wysokie,
a kredyty tanie jak nigdy dotąd. Na co więc było czekać skoro
i tak jedyny sposób na zakup własnego M to jego współfinansowanie
ze środków pożyczonych od banku. Do tego jeszcze powalająca
konkurencja międzybankowa - tak działa gospodarka rynkowa -
coraz taniej, coraz łatwiej, coraz szybciej.
To fakt - wszystkie banki działające na polskim rynku otworzyły
swe podwoje, obserwując jak mieszkaniowe szaleństwo ogarnia
kraj. Najniższe w historii stopy procentowe dla kredytów w PLN
(WIBOR 4,25- 4,50% w I połowie roku), obniżone marże, wydłużone
okresy kredytowania (nawet do 50 lat), brak opłat za rozpatrzenie
wniosków kredytowych, minimalne wymagania, a wartość kredytów
coraz wyższa, bo i ceny mieszkań galopujące. Średnia wartość
pojedynczego zobowiązania kredytowego wyniosła w roku 2007 ok.
200-250 tys. PLN, co było wynikiem o prawie 30% wyższym niż
jeszcze rok wcześniej.
Popularność zyskały również kredyty refinansowe. Dzięki nim
można było znacznie obniżyć koszt zaciągniętego wcześniej zobowiązania.
Instytucje finansowe nie pobierały przy tym prowizji i w wielu
przypadkach wzięły na swoje barki odpowiedzialność i koszty
związane z załatwianiem wpisów w księgach wieczystych. mBank,
MultiBank czy Santander Consumer Bank przy refinansowaniu starego
kredytu hipotecznego nie wymagały nawet materiałów dokumentujących
dochody. W Fortis Bank czy GE Money Bank przy tej okazji można
było bez dodatkowych wymagań uzyskać gotówkę na dowolny cel
do 25 % refinansowanego kredytu. ING Bank Śląski zaniechał pobierania
opłaty za wycenę nieruchomości i zrezygnował z przejściowego
zabezpieczenia do czasu ustanowienia hipoteki.
Banki wyszły naprzeciw swoim klientom
W tym okresie banki złagodziły swoją politykę cenową. Marża,
jeden ze składowych elementów wpływających na wysokość raty
kredytowej, była minimalna. Spadła ona w licznych przypadkach
poniżej 1%, a na zachętę w pierwszych dwóch, trzech latach mogła
wynosić np. tylko 0,25%. Tak zachęcał swoich Klientów m.in.
Deutsche Bank (0,25% w pierwszym roku), ING Bank Śląski (0,5%
w kolejnych dwóch latach), Bank BGŻ (0,9% przez dwa pierwsze
lata kredytowania).
Niskie stopy procentowe i konkurencyjne marże sprawiły, że
kredyty w złotówkach przebiły atrakcyjnością te we frankach
szwajcarskich, których oprocentowanie szło w górę (LIBOR w I
połowie 2007 - 2,25%), a kurs CHF tracił swoją stabilność. Nie
mniej najkorzystniej było się zadłużyć w tej walucie w Millennium
oraz Raiffeisen Bank. Za średniej wartości kredyt trzeba było
płacić odsetki wg stopy 3,5%. W Fortis Bank przy najniższej
na rynku marży 1,3% już ok. 3,7%, a w Banku BGŻ czy Kredyt Bank
ponad 4,2%.
Druga połowa 2007 roku przyniosła kilka niespodzianek na rynku
nieruchomości. Ceny mieszkań osiągnęły pułap maksymalny. Kolejne
dwie podwyżki stóp procentowych przez RPP (WIBOR w sierpniu
do 4,75%, w listopadzie do 5,00%) zmartwiły kredytobiorców i
ostudziły zapał inwestycyjny. Znacznie wzrosły miesięczne koszty
z tytułu spłaty zobowiązań (nawet o ok.3 p.p. w stosunku do
początku 2007r.), a liberalne banki nie były w stanie już bardziej
ich obniżyć. Zaniepokojenie miało wpływ na spadek popytu na
nieruchomości i dynamiki sprzedaży kredytów (w III kwartale
prawie 10% mniej w stosunku do II kw., a w IV ponad 16% mniej
w stosunku do III).
Swoje piętno odcisnął również kryzys na rynku nieruchomości
w USA. Banki nie wprowadziły w związku z nim poważnych restrykcji,
ale poczuły zagrożenie. Mimo, że liczba udzielonych kredytów
spadła, to jednak wartość tych wypłacanych była bardzo wysoka.
W IV kwartale średnia wartość udzielanych przez kredytodawców
środków wynosiła: w Banku Zachodnim WBK - ok. 220 tys., DOM
- 246tys., w mBanku i Multibanku - 289 tys., w Millennium ok.
210 tys., a potentat na rynku kredytów - PKO BP udzielał pożyczek
o średniej wysokości ok. 160 tys. I te właśnie wartości w tym
okresie stały się kartą przetargową banków. Bank Zachodni, DOM,
Kredyt Bank zwiększyły dzięki temu znacznie swoją sprzedaż pod
koniec 2007 roku.
A co w 2008...
Czym w 2008 roku chcą konkurować banki? Właściwie wszystkie
możliwości zostały już wykorzystane, marży nie sposób już obniżyć,
a stopy procentowe nadal rosną - od początku roku były już dwie
podwyżki. WIBOR wynosi aktualnie 5,75%, złotówka jest tak silna,
że zaciąganie zobowiązań w walutach obcych mija się z celem.
Co mają więc do zaoferowania banki, które naprawdę chcą nam
pomagać?
Przyszedł czas na zmianę procedur, a w tym m.in.: przyśpieszenie
formalności związanych z rozpatrywaniem wniosków (w ING wstępną
decyzję kredytową można otrzymać już w ciągu 40 min.). Najlepiej
w tym aspekcie oceniane są jednak GE Money Bank, BGŻ, Nykredit,
najsłabiej Polbank EFG, Lukas, Fortis. Dodatkowo wydłużenie
okresu kredytowania dla osób w podeszłym wieku, starających
się o pożyczkę (BPH podniósł go z 70 na 75 lat), kolejne zmiany
w obliczaniu zdolności kredytowej, aby móc pożyczyć ponad obowiązujący
standard, większe możliwości dla osób zarobkujących poza granicami
kraju i możliwość spłaty kredytu w walucie w jakiej był zaciągnięty,
czy brak dodatkowej opłaty zabezpieczającej brak wkładu własnego.
Kredyt z dopłatą
Jest jeszcze coś, co może przyciągnąć przyszłych kredytobiorców
i obniżyć koszty związane z obsługą kredytu. To możliwość refinansowania
kredytowych odsetek w ramach rządowego programu "Rodzina
na swoim". Od zeszłego roku dwaj potentaci na rynku finansowym
PKO BP i Pekao SA oferują produkty z tego typu dopłatami dla
małżeństw wychowujących dzieci, rodzin o przeciętnych dochodach,
z mniejszych miejscowości dając tym samym szansę na poprawę
warunków lokalowych polskich rodzin. Świetny pomysł na akcję
kredytową dla banków, a jednocześnie korzystna forma dla kredytobiorców.
Jednakże jak na ironię popularność tych kredytów jest stosunkowo
niewielka.
Informacja o kredytach z dopłatą powinna zaistnieć w świadomości
potencjalnych kredytobiorców, szczególnie przez wzgląd na fakt,
że nowelizacja ustawy o finansowym wsparciu rodzin w nabywaniu
własnego mieszkania ma w przyszłości umożliwić uzyskanie takiej
pomocy także osobom samotnie wychowującym dzieci. W zeszłym
roku ok. 5 tysięcy rodzin zdecydowało się na tę formę finansowania
zakupu mieszkania czy budowy domu. Zdaniem analityków Gold Finance
popyt na nie już w tym roku może zdecydowanie się zwiększyć.
Nie oszukujmy się, koszty kredytu z miesiąca na miesiąc rosną,
warto więc szukać sposobów na zatrzymanie części pieniędzy z
rodzinnego budżetu w portfelu.
Rok 2008 na rynku kredytów hipotecznych będzie okresem przemyślanych
decyzji i zdecydowanie wolniejszego tempa transakcji. Mimo ponad
2 milionowego zapotrzebowania na mieszkania w naszym kraju tempo
ich sprzedaży nieco spadło, co zapowiada również obniżone tempo
wzrostu udzielanych kredytów, mniej więcej do poziomu ok. 20%.
To wróży, że będziemy mieli nieco więcej czasu na rozważny wybór
najlepszego kredytodawcy, banku z którym będziemy związani finansowo
przez najbliższe 20-30 lat.
Karol Grymuła
Analityk Gold Finance