Interpelację w tej sprawie złożył już w Sejmie, a odpowiedź Ministerstwa Spraw Wewnętrznych ma poznać w połowie miesiąca. Poseł Siedlaczek odwołuje się do rozwiązań od lat funkcjonujących w Finlandii. Kierowcy płacą tam mandaty proporcjonalne nie tylko do ich zarobków, ale i tego, ile osób mają na utrzymaniu.
Bezrobotny w Finlandii za przekroczenie prędkości powyżej 20 kilometrów na godzinę płaci minimum 115 euro. Górnej granicy nie ma, ale w praktyce biednych się oszczędza, a bogaci płacą więcej. Dane o zarobkach, potrzebne do określenia kwoty mandatu, policjanci pobierają z centralnego rejestru podatkowego.
Dziennik Polska pisze, że w 2004 roku Jussi Salonoja, jeden z najbogatszych Finów, potentat w branży mięsnej, dwukrotnie przekroczył dozwoloną prędkość. Zapłacił 170 tysięcy euro mandatu.