Bruksela znalazła receptę. W projekcie nowej dyrektywy ubezpieczeniowej zaproponowano mechanizm przesuwania kapitałów pomiędzy podmiotami będącymi w grupie finansowej działającej na terenie Unii Europejskiej. Każda grupa finansowa ma swoją matkę i zależne od niej córki. Owa zależność sprowadza się do tego, że matka jest właścicielką swoich córek.
Grupa ubezpieczeniowa ma być traktowana jak jeden zakład. Ma to znaleźć odzwierciedlenie w liczeniu wymogów kapitałowych. Wymóg kapitałowy jest to kwota, którą podmiot musi trzymać na wypadek nieprzewidzianych, a finansowo nieprzyjemnych zdarzeń. Dyrektywa proponuje znieść obowiązek, aby ten kapitał w całości pozostawał w zakładzie ubezpieczeniowym - czytamy w "Gazecie Wyborczej".
Propozycji Brukseli, aby otworzyć możliwość przesuwania kapitałów w obrębie grupy, towarzyszy wizja nowego modelu nadzoru nad grupami finansowymi. Dotyczy to w równym stopniu sektora ubezpieczeniowego i bankowego. W ocenie Brukseli obecny system nadzoru nad grupą, gdzie matka i każda z córek jest nadzorowana lokalnie, jest nieefektywny.
Zaproponowano zatem system kolegiów nadzorczych. Kluczowe decyzje dotyczące grupy, ale także poszczególnych podmiotów, podejmowane byłyby przez kolegium nadzorców skupiające nadzorców nad matką i córkami. Jeśliby takie kolegium nie mogło podjąć decyzji, decyduje nadzorca nad matką (nadzorca wiodący). Takie kolegia zostały powołane nad grupami bankowymi.
Zintegrowanego zarządzania kapitałem doświadczyła grupa Lehman Brothers. Z jej brytyjskich córek wytransferowano 8 mld dolarów, które przepłynęły do USA tuż przed ogłoszeniem bankructwa matki. Teraz Gordon Brown pielgrzymuje przez ocean, szukając utraconych pieniędzy. Takie pielgrzymki grożą i innym. Pytanie, czy to jest w naszym interesie, aby ten ruch pątniczy zasilić?
więcej w "Gazecie Wyborczej"
[Na podst.: "Gazeta Wyborcza"]