 |
Raport
bieżący -
09.08.2007 |
Zastrzeżenia Skarbiec.Biz:
Portal Skarbiec.Biz zamieszcza m.in. przedruki publikacji
przygotowanych przez
instytucje finansowe, firmy doradcze, czasopisma, portale albo autorów indywidualnych.
Fakt, iż dokonujemy takich przedruków nie może być
uważany za równoznaczny z rekomendowaniem ich usług. Nie
prowadzimy analiz w zakresie jakości oraz rzetelności działania
innych przedsiębiorców i nie udzielamy komukolwiek jakichkolwiek
rekomendacji z zakresie korzystania z usług autorów przedrukowanych przez nas
publikacji. Poglądy i opinie wyrażone w przedrukach prezentują zapatrywania
autorów i mogą nie być zbieżne z poglądami i opiniami Portalu Skarbiec.Biz.
Kryzys na rynku kredytów
hipotecznych
W ostatnich kilku tygodniach indeksy światowych giełd zanotowały
kilka znaczących spadków. Jedną z przyczyn takiej sytuacji
była seria niepokojących informacji, ogłaszanych przez fundusze
inwestujące na rynku trudnych pożyczek hipotecznych (ang. subprime
loans). Początkowo złe wieści dobiegały jedynie ze Stanów Zjednoczonych,
gdzie w lipcu piąta pod względem wartości rynkowej firma inwestycyjna
Bear Stearns Cos. ogłosiła, że dwa zarządzane przez nią fundusze
hedgingowe, inwestujące w sektorze subprime, są praktycznie
na skraju bankructwa.
Następnie również europejskie fundusze,
działające na tym rynku, zaczęły odczuwać problemy z wypłacalnością,
m. in. niemiecki IKB inwestujący w USA, który oszacował,
iż poniósł znaczne straty (5 mld USD) i aby uniknąć bankructwa
został wsparty pożyczką. Kryzys ten rozszerzył się również
na podmioty nie inwestujące bezpośrednio na rynku trudnych
kredytów.
Tzw. subprime loans udzielane są klientom,
którzy z różnych względów nie kwalifikują się do otrzymania
standardowej
pożyczki
hipotecznej i godzą się na wyższe oprocentowanie.
Mogą to być np. klienci mający problemy z udokumentowaniem swych dochodów,
bądź tacy, którzy otrzymują je sezonowo.
Kiedy utrzymywała się dobra koniunktura
i stały wzrost cen na rynku nieruchomości, banki udzielały
coraz większą ilość coraz bardziej ryzykownych kredytów
hipotecznych. Ich udział w finansowaniu nowych domów wzrósł w ostatnim
czasie z 5 % w 2001
roku do 20% w marcu. Dopóki ceny mieszkań rosły, nawet w razie trudności
ze spłatą wyżej oprocentowanej pożyczki, kredytobiorca mógł sprzedać
swój lokal
i wyjść obronna ręką z tej sytuacji. W momencie, gdy ceny nieruchomości
zaczęły spadać, pełne pokrycie zaległości płatniczych, nawet w ten sposób
stało się
niemożliwe. Z tego powodu wielu pożyczkodawców przeżywało problemy finansowe,
część z nich zbankrutowała. Pierwsza fala kryzysu na tym rynku nastąpiła
w pierwszym kwartale bieżącego roku. W ciągu kolejnych trzech miesięcy
sytuacja uległa poprawie. Prawdziwy kryzys przyniósł dopiero lipiec i
bankructwo dwóch
funduszy hedgingowych zarządzanych przez Bear Stearns Cos, który do tego
momentu
cieszył się doskonałą reputacją. Fundusze, których kapitał wynosił jeszcze
pod koniec marca ok. 600 i 900 mln USD, w połowie lipca stały się niewypłacalne.
Mimo problemów pożyczkodawców udzielających
trudnych kredytów hipotecznych jak i podmiotów w nie inwestujących
oraz ich negatywnego
wpływu na cały
sektor finansowy, szef Fedu Ben Bernanke stwierdził, że niewłaściwe
są sugestie,
by rząd USA wsparł subwencjami podmioty niewypłacalne z powodu kryzysu
na rynku
subprime. Dodał, że nie chce w ten sposób wynagradzać pożyczkodawców
za udzielenie złych kredytów.
Trwający impas spowodował, iż na początku
sierpnia do grona 6 dużych firm wyspecjalizowanych w udzielaniu
trudnych pożyczek hipotecznych,
które ogłosiły
bankructwo dołączyła
firma American Home Mortgage. Podmiot ten udzielił w 2006 roku kredytów
hipotecznych o wartości 60 mld USD. Jednocześnie kryzys przestał
ograniczać się do rynku
ryzykownych pożyczek i zaczął zataczać coraz szersze kręgi, rozprzestrzeniając
się na inne sektory finansów, zarówno w Stanach Zjednoczonych jak
i w innych krajach. Dowodem na to są problemy, niemieckiego
Frankfurt
Trust,
który
został zmuszony do zawieszenia działalności funduszu, inwestującego
w strukturyzowane instrumenty kredytowe (czyli nie związane bezpośrednio
z rynkiem subprime),
ze względu na to, że jedna czwarta inwestorów postanowiła wycofać
środki. Sytuacja ta miała miejsce po tym, jak tydzień wcześniej
wspomnianemu
na początku
IKB,
w celu uniknięcia bankructwa, została udzielona przez niemieckie
instytucje pomoc finansowa.
Pogłębiający się kryzys na rynku
trudnych kredytów oraz coraz gorsze wskaźniki ekonomiczne
amerykańskiej gospodarki zrodziły spekulacje
na temat tego,
że FED obniży stopy procentowe. Tak się jednak nie stało, gdyż
Ben Bernanke za główny cel postawił sobie walkę z inflacją.
Jednak zauważył,
że trwający
impas
przyczynia się do spowolnienia gospodarki, która wg niego mimo
to, będzie się rozwijać w umiarkowanym tempie.
Kolejnym skutkiem,
trwającego kryzysu, jest zaostrzenie przez pożyczkodawców
wymagań, jakie należy spełniać, aby otrzymać kredyt. Już teraz
specjaliści mówią, iż przyczyni się to zmniejszenia popytu m
in.
na mieszkania
i samochody w Stanach Zjednoczonych, ale być może i w innych
częściach świata. W innych
krajach również może nastąpić podobny impas na rynku nieruchomości
do
tego, który ma miejsce w USA. Szczególnie zagrożona są Nowa Zelandia,
Dania i
Wielka Brytania, gdzie ceny mieszkań w ostatnim czasie znacznie
wzrosły, a poziom
zadłużenia gospodarstw domowych w tych państwach jest relatywnie
wysoki, przy niskiej jakości kredytów.
Kiedy zaczęły pojawiać
się głosy, iż sytuacja na rynku subprime w Stanach Zjednoczonych
zaczyna się poprawiać, a jej negatywny
wpływ
na całą
gospodarkę zmniejszać,
finansowy świat przeszyła informacja o zamrożeniu przez największy
francuski bank BNP Paribas aktywów należących do niego funduszy.
Uczynił tak z
powodu trudności z ich wyceną. Złe wieści, będące konsekwencją
stanu rynku trudnych
kredytów w USA mogą nadchodzić obecnie z coraz większych światowych
instytucji i jeszcze długi czas niepokoić światową gospodarkę,
przyczyniając się
do znacznych spadków indeksów giełdowych. Opisywany kryzys
powoduje u inwestorów
wzrost
awersji do ryzyka, co skłania ich do lokowania swych środków
w bezpieczniejsze aktywa, to jest m. in. w amerykańskie obligacje.
Na sytuacji tej
powinien skorzystać również dolar, uznawany za bezpieczną walutę,
mimo, że impas
amerykańskiej gospodarki pośrednio godzi też w niego. Dalsze
umocnienie
japońskiego jena
oznacza odwrót inwestorów od rynków wschodzących, do których
należy zaliczać również Polskę. Oznacza to, iż będzie to trudny
okres
dla notowań złotego,
który może jedynie znajdować wsparcie w napływie inwestycji
bezpośrednich do
Polski oraz środków z funduszy strukturalnych Unii Europejskiej.
Sporządził:
Tomasz Regulski
Departament Doradztwa i Analiz
DM TMS Brokers S.A.
>>>> WIĘCEJ
KOMENTARZY TMS BROKERS