 |
Raport
specjalny -
13.09.2007 |
Zastrzeżenia Skarbiec.Biz:
Portal Skarbiec.Biz zamieszcza m.in. przedruki publikacji
przygotowanych przez
instytucje finansowe, firmy doradcze, czasopisma, portale albo autorów indywidualnych.
Fakt, iż dokonujemy takich przedruków nie może być
uważany za równoznaczny z rekomendowaniem ich usług. Nie
prowadzimy analiz w zakresie jakości oraz rzetelności działania
innych przedsiębiorców i nie udzielamy komukolwiek jakichkolwiek
rekomendacji z zakresie korzystania z usług autorów przedrukowanych przez nas
publikacji. Poglądy i opinie wyrażone w przedrukach prezentują zapatrywania
autorów i mogą nie być zbieżne z poglądami i opiniami Portalu Skarbiec.Biz.
Czy FED pogrąży dolara?
Głównym źródłem lipcowo - sierpniowego
pogorszenia nastrojów na rynkach finansowych były coraz gorsze
wieści płynące z amerykańskiego
sektora nieruchomości i ściśle z nim związanego rynku kredytów
hipotecznych oraz wysokodochodowych obligacji, zaś impulsami
do wyprzedaży akcji i przenoszenia środków w kierunku bezpieczniejszych
amerykańskich papierów dłużnych - publikacje danych makroekonomicznych,
doniesienia korporacyjne z firm budowlanych lub finansujących
deweloperkę czy też spekulacje nt. problemów poszczególnych
instytucji.
Po pierwszych spadkach, składających się
na pierwszą falę korekty, wywołanych publikacją wyników kwartalnych
firm
zaangażowanych w budownictwo i produkcję artykułów wyposażenia
wnętrz oraz doniesieniami o popycie i cenach sprzedawanych
nieruchomości część inwestorów zbyt szybko ruszyła na zakupy,
licząc na "polowanie na okazje". Ostrzegaliśmy wtedy, że
to jeszcze nie powrót trwałych wzrostów na rynki, zaś następne
zniżki związane będą z innego typu wiadomościami, jeszcze
niezdyskontowanymi
przez rynek, danymi z innych sektorów gospodarki USA, informacjami
z Azji i Europy nt. strat z powodu inwestycji w sektor subprime,
bądź z problemami w czołowych instytucjach finansowych.
Późniejszy
dalszy wzrost awersji do ryzyka, umocnienie jena i czerwień
na giełdowych tablicach potwierdziły naszą teorię. Informacje
z BNP Paribas, Deutsche Banku, Barclaysa to przykłady dużych
banków dotkniętych amerykańskim kryzysem. Ostatnie słowa
regulatora rynku finansowego Japonii o konieczności monitorowania
strat
w z tyt. inwestycji w ryzykowne kredyty oraz potrzebie
ograniczenia carry trade pokazują, że spowolnienie wykracza
daleko poza
Amerykę, zaś opublikowane w piątek dane z rynku pracy,
ukazujące pierwszy od 4 lat miesięczny ubytek zatrudnionych
(o 4 tys.,
prognoza +110 tys.) rozniecają spekulacje nt. przenoszenia
się negatywnych bodźców do innych sfer gospodarki. Dotychczas
rynek pracy radził sobie, bowiem całkiem nieźle, zaś rozwijające
się usługi częściowo niwelowały negatywny wpływ słabnięcia
przemysłu.
Wszystkie negatywne doniesienia, takie jak
choćby podany do wiadomości w zeszłym tygodniu 12-procentowy
spadek
ilości domów
sprzedanych w budowie, znaczny spadek ISM dla przemysłu,
obniżenie przez Merrill Lynch prognoz wyników dla banków czy
o 0,4% mniejsze
wydatki budowlane niż przed miesiącem utwierdzały rynek w
przekonaniu, że FED na najbliższym posiedzeniu obetnie stopy
procentowe.
Większość analityków spodziewa się ruchu o 0,5%, niektórzy
zaś liczą na specjalne, dodatkowe posiedzenie jeszcze przed
18 września. Podstawą dla takich prognoz jest, obok słabych
wyników gospodarczych oraz kryzysu płynności, obniżenie o
50 pb. stóp dyskontowych pożyczek dla banków przez FED 17 sierpnia
2007. Posunięcie szybko okrzyknięto przygrywką przed cięciem
oprocentowania bazowego. Wiele instytucji liczy, że do końca
roku spadnie ono z 5,25% do 4,75%.
Ze słów Bena Bernanke
z piątku, 31 sierpnia nie wynika, jednak jednoznacznie, że
FED zamierza agresywnie zmniejszać koszt
pieniądza. Szef Rezerwy Federalnej powiedział, że użyje
wszelkich środków, aby przeciwdziałać kryzysowi, nie jest jednak
zadaniem
FED odpowiadać za nierozsądne decyzje inwestorów i pożyczkobiorców.
Można, zatem oczekiwać, że bank centralny będzie w dalszym
ciągu zasilał rynek pieniądzem w ramach operacji otwartego
rynku, których skala ostatnio znacząco wzrosła oraz zachęcał
banki do restrukturyzowania długów swoich klientów. Taki
wydźwięk miały wydane w zeszłym tygodniu zalecenia dla
instytucji finansowych
(odraczanie rat, obniżka oprocentowania, przedłużanie terminów,
etc.). Drastycznemu cięciu oprocentowania na przeszkodzie
stoi inflacja, z którą walka jest priorytetem FED. Wielokrotnie
decydenci polityki monetarnej podkreślali swoją determinację
w walce z tym zjawiskiem.
Lipcowa inflacja
core wyniosła 2,2% r/r, zaś ogólny wskaźnik miał wartość
2,4% r/r, co należy zawdzięczać relatywnie tańszej
w tamtym okresie ropie naftowej. Cyfry te wciąż przekraczają
2-procentowy cel FED, zaś prognozy analityków z banku centralnego
wciąż mówią o ryzykach wzrostu inflacji, tym bardziej,
że ropa szykuje się do ataku na szczyty, a płody rolne tego
lata drożeją wyjątkowo silnie.
W swojej ostatniej wypowiedzi
członek FED, Ch. Plosser wyraził sceptycyzm, co do cięcia
stóp na bazie pojedynczych
informacji,
zaś była wice-szef instytucji A. Rivilin powątpiewała co
do przywiązywania przez Rezerwę Federalną uwagi, do tego
czego
oczekują giełdy.
Piątkowe publikacje z rynku pracy stawiają
FED w trudnej sytuacji. O ile do tej pory, obniżka stóp była
bardzo mało
prawdopodobna,
o tyle uderzenie kryzysu w ten rynek może skłonić decydentów
polityki monetarnej do cięcia stóp o 0,25%.
Nie sądzimy,
jednak, żeby FED śpieszył się z takim ruchem. Jednym z głównych
powodów pozostaje wciąż wysoka inflacja oraz
niejednoznaczne informacje z gospodarki. Wśród złych wiadomości
z sektora nieruchomości, wciąż, bowiem zdarzają się niezłe
wyniki z innych sfer (np. usługowy ISM, dynamika PKB za II
kw.). Połączenie niepewnych perspektyw wzrostu z wzrastającymi
szybciej cenami nie jest tym, czego życzyliby sobie ekonomiści.
Zbyt gwałtowne działanie FED może przynieść krótkotrwały tylko
efekt poprawy sytuacji na giełdach, gdyż byłoby przyznaniem
się, że sytuacja jest naprawdę poważna. Bernanke i jego współpracownicy
muszą poza tym pokazać, że są niezależni i nie modyfikować
własnych przekonań i prognoz pod wpływem presji rynkowej. Przeciwko
obniżce przemawia też jej masowe działanie. W porównaniu z
takim ruchem praktyczniejsze są operacje otwartego rynku i
wspomniane regulacje w sektorze bankowym, których punktowe
działanie trafia tam, gdzie powinno, zamiast ratować wszystkich
grających ryzykownie inwestorów, którzy powinni nauczyć się,
że hossa nie jest stanem permanentnym na żadnym rynku.
Naszym
zdaniem, nie jest sytuacją korzystną, gdy w stanie niepewności
giełdy dynamicznie rosną. Jednym z powodów tych ruchów jest
niska cena akcji (dla S&P 500 C/Z wynosi 16,8, najmniej
od 12 lat). Nie znaczy to jednak, że te papiery nie mogą być
jeszcze tańsze. To co, poza tym, podtrzymuje wzrosty to uzupełnianie
płynności przez banki centralne. Zauważmy, że z czasem działanie
tego leku jest coraz mniej skuteczne, co nie nastraja optymistycznie.
Trzecim motorem wzrostów są nadzieje na znaczne obniżki stóp
za Oceanem. Co będzie jednak, gdy okaże się, że nadzieje te
są zbyt wybujałe, zaś z szafy "nieruchomościowo - kredytowej" zaczną wypadać kolejne szkielety?
Zeszłotygodniowy wzrost eurodolara po przebiciu
55-dniowej średniej kroczącej został powstrzymany na poziomie
linii trendu
spadkowego (1,3780 - 1,3800). Sytuacja techniczna wskazuje,
jednak, że poziom ten może zostać pokonany. Wciąż aktualny
jest sygnał kupna na MACD, zaś szczyty oscylatora są coraz
wyższe. Analiza techniki Ichimoku potwierdza duże prawdopodobieństwo
dalszych wzrostów. Popularny "stochastic" ledwo zahaczył dopiero
strefę wykupienia, zaś rysująca się na 14-dniowym RSI odwrócona
formacja RGR sugeruje możliwość wzrostów nawet o 2 - 2,5 figury,
czyli w okolice górnego ograniczenia kanału wzrostowego (ok.
1,40 - 1,4050), przy czym słabnąca ostatnio siła średnioterminowego
trendu wzrostowego może nie wystarczyć do osiągnięcia tego
ograniczenia. W naszej opinii można spodziewać się ataku na
szczyt przy 1,3850, co w konsekwencji doprowadzi do jego przebicia.
Jednakże oczekujemy, iż kurs EUR/USD nie zdoła pokonać poziomu
1,39. Tutaj powinno nastąpić odwrócenie tendencji, do której
bodźcem powinna być rozczarowująca inwestorów postawa FED.
Oczekujemy, iż władze monetarne USA zdecydują się do końca
2007 roku na jedną obniżkę stóp procentowych na poziomie 25
pkt. bazowych.
Za zakończeniem wzrostów eurodolara przemawia
też sytuacja par jenowych, które po odrobieniu części strat
powinny pogłębiać
spadki. Jesteśmy zdania, że przebicie ostatnich szczytów
przez EUR/USD i spadek wartości dolara odwróci się i do
końca roku główna para walutowa będzie poruszać się w przedziale
wahań 1,3450 - 1,3850.
Departament Doradztwa i Analiz
DM TMS Brokers S.A.
>>>> WIĘCEJ
KOMENTARZY TMS BROKERS
Skarbiec.Biz publikuje na
bieżąco najszerszy na rynku wybór informacji na temat dostępnych ofert
inwestycyjnych. Opracowane przez Skarbiec.Biz e-booki "Biblioteczka
inwestora" oraz "Encyklopedia prawa" są
największymi tego rodzaju przedsięwzięciami w polskojęzycznej
części Internetu.
Na "Skarbiec.Biz" składa się już ponad
2.500 stron internetowych. By pomóc Czytelnikom w odnalezieniu
się w takiej ilości materiału, opracowałem mapę
portalu.
Zachęcam również do korzystania
z wewnętrznej wyszukiwarki internetowej, która znajduje się w
prawnym, górnym rogu każdej strony serwisu.